Węglan wapnia prześladuje mnie od lat. Rozmowa ze Stachem Szumskim
( 20.07.2026 )
Ostatnio wystawa „Kultura spalonego horyzontu” Stacha Szumskiego pochłonęła całą przestrzeń starego, nieczynnego kościoła Galerii EL w Elblągu. Powstało tajemnicze miejsce kultu inspirowane znaleziskami archeologicznymi, geologią, ewolucją, z dźwiękami topniejących lodowców w tle. O fascynacji skałami, ropą naftową i kośćmi ze Stachem Szumskim rozmawia Joanna Ruszczyk.
Węglan wapnia prześladuje cię od kilku lat — tak napisałeś, kiedy zaproponowałam rozmowę.
Zaczęło się od geologii i eksploracji jaskiń. Jakiś czas temu wkręciłem się w taternictwo jaskiniowe.
Profesjonalnie?
Dotąd eksplorowałem jaskinie na własną rękę, „na dziko” – ale to miało swoje ograniczenia. Z moją partnerką, Tosią Kiliś, i przyjacielem Michałem Ziniem (Zinkiem) postanowiliśmy zapisać się na całoroczny kurs do Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego, który aktualnie bada najgłębszą jaskinię Gór Przeklętych, w Albanii. Co roku okazuje się głębsza niż zakładano.
I co tam odkryliście?
Dopiero skończyliśmy kurs, czeka nas egzamin, więc ekspedycje jeszcze przed nami. Na razie poznajemy techniki linowe, realia techniczno-logistyczne poruszania się po jaskiniach, techniki ratownictwa w jaskiniach tatrzańskich. W eksploracji jaskiń intrygująca jest działalność drużynowa, udział ludzi z różnych dziedzin — od biologów i geologów po grotołazów. To kolektywna eksploracja „nieznanego”.
Jaskinia Wielka Śnieżna / w trakcie kursu taternictwa jaskiniowego z WKGIJ, sierpień 2025
Skąd fascynacja jaskiniami i co to ma dokładnie wspólnego z węglanem?
W jaskiniach można przyglądać się obiegowi węglanu wapnia, a jednocześnie są one zalążkiem ludzkiej kultury. Intryguje mnie wręcz psychodeliczne zaburzenie poczucia czasu towarzyszące chodzeniu po jaskiniach. Nie tylko homo sapiens, ale i neandertalczycy tworzyli wewnątrz jaskiń. Na wystawie „Cathedral of Deep Time” w acb Gallery w Budapeszcie zrobiłem mural oparty na najstarszej abstrakcyjnej formie — wedle obecnego stanu wiedzy — stworzonej przez neandertalczyków na północy Hiszpanii w jaskini La Pasiega około 65 tysięcy lat p.n.e. Odtworzyłem i przeskalowałem ten znak. Dla mnie to istotny punkt w ewolucji ludzkiego myślenia — zdolność do tworzenia abstrakcyjnych symboli.
Przeprawa z węglanem wapnia zaczęła się u mnie około dziesięciu lat temu, kiedy zwiedzałem okolice Kielc. Jest tam stary kamieniołom Kadzielnia, w którym przerwano eksploatację w 1962 roku właśnie dlatego, że odkryto jaskinie i cenne formacje geologiczne. Jednym z budulców tych wapieni były koralowce. Znalazłem tam mój pierwszy fragment skamieniałej rafy koralowej.
Stach Szumski, „Cathedral of Deep Time”, acb Gallery, Budapeszt, 2026
Rafy koralowe pod Kielcami?
W górnym dewonie, około 380 mln lat temu, ten obszar był płytkim tropikalnym morzem zamieszkałym przez koralowce, liliowce i głowonogi. Skały wapienne powstały w wyniku obumierania tych raf i opadania szczątków organicznych na dno morskie, które zostało później wypiętrzone. Przez miliony lat erozji skał zachodziły w nich procesy krasowe, tworząc liczne jaskinie — Góry Świętokrzyskie są świetnym obszarem do zagłębienia się w obieg węglanu wapnia. Pod Kielcami znaleziono też najstarsze na świecie ślady tetrapoda wychodzącego na ląd.
Karkonosze 2025 z Piotrem Kowalskim, fot. Tosia Kilis
Co to za stwór?
Tetrapod to po prostu czworonóg. Proto-płaz. Wraz z tym odkryciem Kielce zmieniły nasze myślenie o momencie wyjścia pierwszego płaza na ląd o kilka milionów lat. Wcześniej kojarzyły mi się z brutalnymi realiami peryferyjnej polskości, a teraz myślę o nich jako o przyczółku ewolucji. W lokalnym folklorze możemy spotkać figury pociesznego archaicznego płaza rozsiane po okolicy.
W Zamku Ujazdowskim na wystawie o bagnach „Nie woda nie ziemia” pokazujesz instalację „Bitum”. To smołowata materia, która występuje naturalnie w torfowiskach, ale powstaje też syntetycznie w procesie rafinacji ropy. Obklejasz nią drewno. Używasz też plastiku. Dlaczego łączysz organiczne z syntetycznym?
Fascynuje mnie relacja między tym, co archaiczno-organiczne a tym, co współczesno-syntetyczne, ludzkie. Ropa występuje wewnątrz komór, które tworzą się w skałach wapiennych — towarzyszy procesom formowania się skał i rozkładu materii organicznej. Niesie w sobie ładunek dawnego życia, głęboką czerń organicznego rozkładu. Lubię korzystać z polimerów, na przykład plastików, bo są efektem ubocznym lub towarzyszą rafinacji ropy.
Stach Szumski, „Bitum”, wystawa „Nie woda nie ziemia” (2026), Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa, fot. Szymon Sokołowski
Myślisz, że na twoje zainteresowanie archeologią i geologią miało wpływ to, że wychowywałeś się niedaleko kopalni?
Wróciłem do miejsca, w którym się wychowywałem, do Michałowic w Karkonoszach. Dominują tu skały magmatyczne, granity. Kamieniołom granitu obok nas jeszcze działał, kiedy byłem malutki. Widok ciężkich wozów transportujących materiał i atmosfera towarzysząca eksploatacji zostawiła we mnie jakiś powidok. Jako dziecko dużo czasu spędzałem na opuszczonym wyrobisku. Estetyka tego krajobrazu wywarła na mnie mocny wpływ. W szczególności formacje skalne i ich erozyjne kształty.
Najbliżej mojego domu położoną większą miejscowością jest Szklarska Poręba — nazwa pochodzi od szklarstwa i wyrębu. Intensyfikacja eksploatacji tych terenów miała miejsce już w średniowieczu. Były tu naturalne lasy mieszane, w dużej mierze bukowe. Początki hutnictwa opierały się na wyrębie lasu, który stanowił źródło energii do przetopu kwarcu w szkło. Po wyrąbaniu lasu wokół, huty przenosiły się dalej, co doprowadziło do odlesienia terenu. Na szczęście eksploatacja jest już trochę ujarzmiona, choć w okolicy cały czas powstają widma nowych kamieniołomów, często skutecznie blokowanych ze względu na rozwój turyzmu. Często wędruję po pobliskim lesie, gdzie jest sporo starych, pozarastanych kamieniołomów. Cofam się w czasie i wyobrażam sobie, jak ten teren był brutalnie wykorzystywany.
W sztuce też fundujesz widzom podróż w czasie. Na wystawie „Kultura spalonego horyzontu” w Galerii EL w Elblągu cofnąłeś się aż do górnego paleolitu — zrekonstruowałeś w budynku nieczynnego kościoła prastare, dziwne obiekty.
Odniosłem się do realnych form architektonicznych, a konkretnie do stanowiska archeologicznego Mezirechu w Ukrainie.
Gdzie konkretnie? Byłeś tam?
To około 100 kilometrów od Kijowa. Niestety wybuchła wojna, gdy zacząłem się tym interesować. Być może uda mi się jeszcze tam pojechać.
Jest tam najstarsza rytualna architektura tworzona przez człowieka, datowana na około 16 tysięcy lat p.n.e., która prawdopodobnie była wykorzystywana do obrządków i pełniła funkcję schronienia. Zainteresowało mnie użycie kości w kontekście architektury — do pojedynczej kopuły używano około 100 żuchw mamucich. Były stosowane jako moduły, totemicznie wpasowywano żuchwę w żuchwę. Powstawał filar, który konstrukcją przypomina budowę kręgosłupa. Zaintrygowała mnie ta protoinżynieria, myślenie modularne i reorganizacja szkieletów.
Stach Szumski, „Kultura spalonego horyzontu”, Galeria EL, Elbląg, 2026, fot. Szymon Sokołowski
Mamuty były zabijane przez ludzi, czy te kości były znajdowane? Zastanawiasz się w tekście do wystawy, czy to początek wykorzystywania zwierząt przez człowieka.
To jest trudne do zidentyfikowania, bo tamte ludy funkcjonowały na pograniczu cofającego się lądolodu, kończyła się ostatnia epoka lodowcowa. Nie mamy pewności, czy te mamuty wyginęły naturalnie, a ich szczątki wyłoniły się spod zlodowacenia, czy zostały wybite przez człowieka.
Interesujące jest to, jak szkielet, rdzeń architektury żywego organizmu, zmienił funkcję i został przearanżowany – stał się szkieletem zabudowy. Czaszki mamucie lokowano w centrum kopuł, nosiły ryty po uderzeniach. Znajdowano obok nich pojedyncze kości, które miały analogiczne żłobienia. To sugeruje, że wykorzystywano je w roli instrumentów perkusyjnych. Chciałem przenieść tę rytualną architekturę do wnętrza zdesakralizowanego kościoła. Symbolicznie cofnąć się do prapoczątku ludzkiej rytualności.
Pochłonąłeś przestrzeń tego kościoła.
Łatwiej mi przychodzi działanie wielkoformatowe. Totalne aranżacje i myślenie całą przestrzenią to praktyka, która wyewoluowała we mnie z graffiti. Brutalny wizualny abordaż przestrzeni. Robię wystawy w oparciu o charakter miejsca, to forma symbiozy z przestrzenią. Jako nastolatek większość czasu spędzałem w pustostanach, malując ściany farbami w sprayu.
Stach Szumski, „Kultura spalonego horyzontu”, Galeria EL, Elbląg, 2026, fot. Szymon Sokołowski
A skąd ten tytuł – „spalony horyzont”?
Istnieje archeologiczny termin „burned house horizon”, który odnosi się do neolitycznych praktyk cyklicznego palenia osad przez ludy osiadłe na terenach dzisiejszej Europy południowo-wschodniej. Możliwe, że były to sanitarne zabiegi, reset bakteryjnej i wirusowej flory, a może tradycja rytualna? Piotr Machłajewski z BWA w Jeleniej Górze przejęzyczył się i ukuł termin „kultura spalonego horyzontu”. Przywłaszczyłem sobie tę pomyłkę.
„Spalony dom” może się też kojarzyć z katastrofą klimatyczną, tak samo jak horyzont.
W perspektywie kosmicznej potencjał wystąpienia apokalipsy jest na porządku dziennym. Masowe wymierania miały już kilka odsłon w historii naszej planety.
Stach Szumski, „Kultura spalonego horyzontu”, Galeria EL, Elbląg, 2026, fot. Szymon Sokołowski
Teraz mamy już szóste, które zostało spowodowane przez człowieka. Zastanawiam się, czy myślenie w skali kosmicznej albo geologicznej nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności? Z drugiej strony wykorzystałeś na wystawie dźwięki topniejących lodowców i nawiązujesz często do ropy, która jest przecież fundamentem kapitalistycznej „cywilizacji”.
Pierwszy raz w historii naszej planety człowiek ma taką siłę rażenia – i nie mam bezkrytycznego stosunku do tego. Ludzki wpływ jest w dużej mierze destrukcyjno-złowieszczy względem natury, ale w skali geologicznej wydaje się opiłkiem, który może, i prawdopodobnie zostanie, przemielony i zmetabolizowany przez naturę. Fascynuje mnie ta szersza perspektywa. Jeżeli ludzkość wyginie, natura z pewnością sobie poradzi i poprowadzi nowe trajektorie ewolucji.
Trudno ci myśleć o takich rzeczach? Tym bardziej, że jesteś ojcem.
No właśnie… Zawsze pozostaje nadzieja na przetrwanie ludzkości, ale ta katastroficzna perspektywa pojawia się w moich myślach. Zastanawia mnie prapoczątek skorumpowania człowieka. To, jak rozwijała się chciwość. Zapewne miała wpływ na rozwój ludzkiego mózgu i jego aktualny stan skupienia. Rewolucja agrarna i osadnictwo rysują się jako potencjalne początki hierarchii społecznej, a więc i wyzysku.
Twoje wystawy z jednej strony są jakby zatrzymanym procesem geologicznym, pokazują głęboką przeszłość. Z drugiej jest to wizja przyszłości, świat po człowieku. Jednocześnie malarstwo, tkaniny są jak obrazy spod mikroskopu. Łączysz ze sobą wiele dziedzin.
To podróż między skalami — mikroskopowym zbliżeniem a trudnym do pojęcia, monumentalnym czasem geologicznym. Wynika z tego, że przyglądam się otoczeniu — formacjom skalnym i organizmom takim jak porosty. Razem z Zinkiem długo krążyliśmy po okolicy, przyglądając się porostom. Zaczęliśmy się zastanawiać nad ich istotą i rolą. Zbliżyliśmy się do nich poprzez makrofotografię.
Porosty na łupkach, Pireneje, 2023
Teraz widzę porosty w twoich pracach!
Porosty są ekosystemami w skali mikro, symbiozą grzybów, alg/bakterii. To archaiczne organizmy. Przyglądam się im i wyobrażam sobie, jak pierwsze organizmy zaczynały porastać surową taflę granitu, która się wypiętrzyła, ostudziła i zaczęła być powierzchnią zdatną do życia. Wizualizuję sobie ewolucję w przyspieszonym tempie. To bezkresne złoże inspiracji — te formy i tekstury wybijają później w moich pracach malarskich i tkackich. Morficzność form jest tym, co łączy moje zainteresowania malarskie i muzyczne.
Co robisz muzycznie?
Mam dwa zespoły — projekt Chrobotek z Zinkiem i Furminator z Filipem Todem i Gregorem Różańskim. W 2024 roku z Nestorem Peixoto, pseudonim Aethereal Arthropod, i Zinkiem założyliśmy wydawnictwo Insane Temple. Nestor od wielu lat zbiera kości wyrzuconych na brzeg oceanu wielorybów. Zbudowaliśmy z nich instalację, której dokumentacja stanowi integralną część jego albumu. Kilka lat temu postanowiłem odwiedzić go z misją dokumentacji neolitycznych petroglifów, rytów naskalnych, które ludy preceltyckie zostawiały na skałach. Zabrałem gigantyczną belę papieru i jeździliśmy po różnych formacjach skalnych w poszukiwaniu petroglifów. Robiliśmy odbitki techniką frotażu.
W trakcie robienia frotaży neolitycznych petrogliow, Galicja, 2023
Jak to się robi?
Mieliliśmy węgiel na pył i wcieraliśmy go dłońmi w papier. Powstała z tego spora baza analogowych skanów o powierzchni blisko 120 m², którą w przyszłości będziemy poszerzać.
Ciągnie cię do kości. Na twojej wystawie „Kultura spalonego horyzontu” jest kość wieloryba?
Nie, użyłem lokalnie znalezionych kości i zrobiłem też repliki na bazie skanów prawdziwych kości mamucich. Są też kości rzeźbione z gliny oraz spekulatywne twory osteomorficzne – te zrobiłem z Rafałem Zimińskim, z którym współpracuję przy modelowaniu 3D.
Przez te kości wystawa była trochę straszna.
To zależy od perspektywy. Kość jest naszym budulcem, nieodłącznym elementem bytu kręgowców, poszlaką życia.
Ale jest też symbolem śmierci.
Wątek erozji i rozpadu towarzyszy mi od zawsze. Dorastałem w starej poniemieckiej architekturze, w otoczeniu erodujących skał. W moich obrazach jest dużo tkanek żywych, ale też dużo rozpadu, entropii. Lubię myśleć o rzeczywistości jako stale morfującym tworze, stałą zmienną, której podlegamy. Życie i śmierć stale się w niej mieszają.
Stach Szumski, „Węglan wapnia”, Galeria Foksal, Warszawa, 2025, fot. Szymon Sokołowski
Z dużą swobodą poruszasz się pomiędzy skalami, czasem, formami, medium. Jest w tym jakaś radość, luz, wolność tworzenia.
Zawsze odrzucała mnie perspektywa artysty zamkniętego, który wyrobił sobie ostateczny język, jest adorowany z perspektywy ekonomicznej, przewidywalny, ma domkniętą strategię. Kojarzy mi się to ze strachem przed poszukiwaniem. Mam wrażenie, że u mnie obserwacja świata skutkuje ciągłą mutacją form.
Może masz ADHD?
Dobre pytanie. Ale raczej mam spokojny temperament, a nawet jestem lekko spowolniony w rytmie codzienności. Czuję, że życie się toczy w łagodnym tempie.
Moja twórczość dzieli się na segmenty, które rozwijają się równolegle. Najwięcej spokoju i transu daje mi malarstwo — korzystam z aerografu, mam zamiłowanie do natryskiwania farby. Po długim okresie monochromatycznym przerzucam się teraz na kolor. Malarstwo wynika u mnie najczęściej z impulsywnego rysunku na płótnie, który się organicznie rozrasta. Stan przejściowy między jedną a drugą formą jest dla mnie najciekawszy.
Stach Szumski, „Kultura spalonego horyzontu”
Centrum Sztuki Galeria EL, Elbląg
25 listopada 2025 – 1 marca 2026
kuratorki: Emilia Orzechowska, Karolina Połom