Weselna gra w gorące krzesła. „Bez wyjścia” Park Chan-wooka
( 14.04.2026 )
Utarło się, że kino Parka Chan-wooka to kino zemsty, lecz w „Bez wyjścia” bohater mści się wyłącznie na samym sobie. Man-soo nigdy nie czuł się tak spełniony jak po serii przestępstw, które popełnia. Prawda jest po jego stronie, a niebo bezchmurne, dopóki to on podejmuje decyzje. Ale co jeśli nadszedł czas, by to jemu ktoś spuścił doniczkę na głowę?
„Jakie są twoje największe wady?” − w pytaniu, którym bohater „Bez wyjścia” jest torturowany na każdej rozmowie rekrutacyjnej i które większość z nas zna z autopsji, zawiera się cały absurd kapitalistycznego porządku. Przekonanie, że self-made man podłoży się dla dobra firmy. W reklamie próżno szukać listy wad produktu. Ludzki towar też musi umieć się sprzedać, a dla pracodawcy nie jest to wybór między Pepsi a Coca-Colą. Pula możliwych wyborów jest znacznie większa. „Bez wyjścia” koreańskiego reżysera Park Chan-wooka to opowieść o tym, że życie zaczyna dziś przypominać weselną zabawę w gorące krzesła. W każdej rundzie odejmuje się kolejne miejsce do siedzenia, a gdy muzyka cichnie, zaczyna się walka. Przed momentem tańczący zgodnie w kole zawodnicy rzucają się desperacko, byle posadzić tyłek na stołku. Na koniec krzesło jest jedno.
Kiedy Man-soo Yoo (Byung-hun Lee) dostaje rybkę od amerykańskiego zarządu swojej firmy, jest człowiekiem, który ma wszystko. Piękną żonę, dzieci, dwa słodkie psy, dom z aktem własności, stabilną pracę, ogród, w którym można posadzić jabłoń. Bohaterowi wydaje się, że węgorz to wyraz uznania od szefostwa, a oni nawiązują do powiedzenia „spać z rybami”. Prezent ląduje na grillu, a następnie na rodzinnym stole w ramach wieczerzy, która okaże się ostatnią.
Wyeliminować konkurencję
Bez pracy stabilne życie bohatera wywraca się do góry nogami. Żona, Mi-ri (Ye-jin Son), zarządza reżim przetrwania: koniec z lekcjami tenisa, Netflixem, mięsem w zupie, dwoma samochodami − muszą zapomnieć o przyjemnościach i wygodzie. Sprzedać upragniony dom i pożegnać psy, dwie dodatkowe gęby do wykarmienia. Mi-ri wraca do pracy, zwiększając tym samym poczucie winy męża, który nie może spełniać swojej roli głowy domu. Funkcja, którą pełnił w społeczeństwie, w rodzinie i w pracy, przedawniła się wraz z przyjściem AI.
Man-soo Yoo trafia do terapeutycznego kręgu dla bezrobotnych. Próby odnalezienia utraconej męskości w mantrach i afirmacjach są równie groteskowe, co bezskuteczne. Rozwiązanie jest jedno: piorun z jasnego nieba rażący wszystkich potencjalnych konkurentów. Bohater ma za sobą tyle rozmów rekrutacyjnych, że nie wierzy w rozwiązania deus ex machina. Zamiast tego woli podnieść donicę i spuścić ją na głowę przeciwnika.
Pierwsze morderstwo, choć skrupulatnie zaplanowane, jest niezdarne. Sposób realizacji projektu dowodzi braku wprawy bohatera. Resztki empatii próbują dojść do głosu. W eliminowaniu konkurencji przeszkadza to, że Man-soo we wszystkich rywalach widzi samego siebie. A jednak praktyka czyni mistrza. Z każdym kolejnym celem bohater zyskuje pewność siebie. Coraz skuteczniej unika wypadków przy pracy i realizuje drobiazgowe plany. Już nie potrzebuje ściągi nabazgranej na wnętrzu dłoni, już nie trzęsie mu się ręka. Sprawia, że umiejętności, które w jego CV figurowały w rubryczce „inne”, są prawdziwym atutem. W przypadku ukrywania zwłok, fascynacja bohatera sztuką bonsai i ogrodnictwem okazuje się kluczowa. Man-soo staje się przerażająco kompetentnym egzekutorem kapitalistycznej zasady o eliminowaniu konkurencji – przyszły szef będzie z niego dumny.
„Bez wyjścia” , reż. Park Chan-wook, mat. prasowe
Potrzebujemy światła, maszyny nie
„Bez wyjścia” to film opłakujący wolność, którą tracimy w imię stabilności finansowej. Park Chan-wook uważa jednak, że jest jeszcze nadzieja. Działając na przekór technologicznej znieczulicy, próbuje na nowo wzbudzić naszą czujność. Dzieła koreańskiego reżysera zawsze wymagały szczególnej uwagi ze strony widza, bo wykreowana przez niego rzeczywistość jest pełna znaczących detali. Przestrzeń jest tam wypełniona analogowymi reliktami, dialogi podszyte nostalgią. Koreański reżyser potrafi złamać nam serce sceną, w której ukazuje niesprzedaną parę lakierków. Rozłożyć nas na łopatki kilkoma nutami z wiolonczeli. We właściwym sobie stylu bawi się montażem, nastrojem, konwencjami gatunkowi, przyciągając naszą uwagę do drobnych spraw, o których zapominamy, pogrążeni w codziennych rutynach. Ukazuje przyjemność płynącą z najprostszych doświadczeń zmysłowych: szelestu kartki papieru, ciepłego płomienia zapalniczki. My potrzebujemy światła, maszyny nie. Na ekranie zmysłowość zderza się z bezduszną automatyzacją, jakby Park pytał nas z niedowierzaniem: „czy naprawdę nie mamy wyjścia?”.
Im bardziej rozwijamy się technologicznie, tym prymitywniej się zachowujemy. „Jeśli nie strzelisz pierwszy, on zabije ciebie”. Man-soo udziela swojemu synowi lekcji przetrwania, wprowadzając go na wojenną ścieżkę, na którą został wciągnięty przez swojego ojca – weterana wojny w Wietnamie, który popełnił samobójstwo. Utarło się, że kino Parka Chan-wooka to kino zemsty, lecz w „Bez wyjścia” bohater mści się wyłącznie na samym sobie. Man-soo nigdy nie czuł się tak spełniony jak po serii przestępstw, które popełnia. Prawda jest po jego stronie, a niebo bezchmurne, dopóki to on podejmuje decyzje. Ale co jeśli nadejdzie czas, kiedy to jemu ktoś spuści doniczkę na głowę?
„Bez wyjścia” , reż. Park Chan-wook, mat. prasowe
Hollywood nie ma sobie równych, jeśli chodzi o produkowanie filmów na temat własnych wynaturzeń. Szalenie popularny ostatnio gatunek „eat the rich” jest dowodem na to, że bogowie przemysłu filmowego wcale nie ukrywają swoich wad na ekranie, tylko śmieją się z nich do rozpuku. I dalej nie spadają z piedestału. O satyrze Parka Chan-wooka wolą jednak zapomnieć, o czym świadczy pominięcie reżysera w wyścigu do Oscarów. Być może dlatego, że przy „Bez wyjścia” wszystkie inne białe lotosy wymiękają. To film tak dziki, że wymyka się głównonurtowej narracji. Bohaterowie to nie abstrakcyjnie ukazane postaci, tylko żałośni everymani, którzy patrzą prosto w kamerę i do złudzenia przypominają nas samych. Mają przerąbane – i my również.
„Bez wyjścia”
reżyseria: Park Chan-wook
Premiera: 13 marca 2026 (Polska)
Dystrybutor: Gutek Film