„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka
„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka

Wokulski ma wszystkie cechy Elona Muska. Rozmowa z Ryszardem Koziołkiem o „Lalce”

( 22.09.2026 )

Wokulski jako Elon Musk, arystokracja, która chce pieniędzy, choć nie rozumie kapitalizmu, i Izabela jako depozytariuszka przemocy klasowej. Z Ryszardem Koziołkiem rozmawiamy o tym, dlaczego kolejne epoki znajdują w „Lalce” własną współczesność – i co nowe ekranizacje pozwalają zobaczyć u Prusa.

Czy liceum to dobry czas na pierwsze spotkanie z „Lalką”?

Tak, bardzo dobry. Ta powieść to świetna szkoła czytania i myślenia. „Lalka” jest przewrotna, bo ma jasną fabułę romansową, a jednak stawia czytelnikowi spore wymagania ze względu na swoją kompozycję, perspektywiczność, podwojenie narratora. Czytelnik musi tu trochę popracować. To nie jest literatura, w której narrator przyjmuje rolę kustosza czy przewodnika i prowadzi nas za rękę, pokazuje i tłumaczy świat.

Prus zrezygnował z modelu narracji, który spotykamy u Sienkiewicza czy Orzeszkowej. Zaprosił czytelnika do gry, do składania świata powieściowego w całość. Takie ćwiczenie przydaje się w odniesieniu do świata rzeczywistego, bo on tym bardziej nie układa się w jedną oczywistą narrację.

Później, gdy wracamy do „Lalki” jako dorośli, już nieco inaczej na nią patrzymy. 

Ja jako nauczyciel literatury na uniwersytecie spotykam się z nią co roku, bo uczę pozytywizmu i Młodej Polski. I to jest fantastyczna przygoda. Można powiedzieć, że „Lalka” jest przez cały czas w tym samym miejscu, a moi studenci i ja – ciągle w nowym.

Kiedy zaczynałem uczyć literatury na uniwersytecie, zbiegło się to mniej więcej z początkiem kapitalizmu w Polsce. Pojawiły się np. różne modele ubezpieczeń, tak zwane filary ubezpieczeniowe. Prus, co prawda nie w „Lalce”, ale w „Kronikach”, pisał o filarach ubezpieczeniowych i tłumaczył je czytelnikom. I to jest fantastyczne poczucie, które ma się przy tego typu tekstach: że one nas jakoś przewidziały. W tym przypadku wynika to po prostu z tego, że znowu staliśmy się gospodarką rynkową, trochę jak w XIX wieku.

To pokazuje, że nie ma jednej lektury, nie ma jednego spotkania z „Lalką”. Tak samo dzisiaj, śledząc dyskusję związaną z ekranizacjami, widzimy, jak bardzo nasza współczesność szuka odbicia u Prusa. Albo odwrotnie: wyciągamy z Prusa to, co, mówiąc kolokwialnie, pasuje do naszego świata.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Maciej Kawalski, mat. prasowe Kino Świat

Prus był sprawnym dziennikarzem, miał dobry kontakt z rzeczywistością – to mnie najbardziej uderzyło, gdy czytałem „Lalkę” już jako dorosły.

Tak, to jest kluczowa kwestia: jak Prus buduje świat „Lalki” i jak wpływa na autora zawód dziennikarza, który śledzi codzienność we wszystkich jej przejawach. „Lalka” jest powieścią nowoczesną, czyli uznaje to, co chwilowe, zmienne – przemiany technologiczne, modę, bieżącą politykę – za godne literatury. Nie „dawno, dawno temu”, ale kwestie banalne: ile kosztuje koń, cylinder, portmonetka, ile trzeba rzucić na tacę, jak się ubrać. Że już nie wystarczy mówić po francusku, trzeba mówić po angielsku. My to dobrze rozumiemy.

Ale jeśli pisze się o tym, co chwilowe, jak sprawić, żeby powieść przetrwała swoją współczesność?

To jest bardzo ryzykowna decyzja. Jak mówią w „Notting Hill”: dzisiejsze gazety wyścielą jutrzejsze kosze. Jeśli jestem dziennikarzem, a jednocześnie pisarzem i gram z historią o przetrwanie, to chciałbym, żeby czytali mnie także za 10 czy 20 lat. A jeśli marzę o tzw. nieśmiertelności – kolejne pokolenia. Jak to zrobić, żeby interesowało ich, ile kosztuje portmonetka albo czy Izabela miała najnowszą suknię?

I tu pojawia się drugi składnik, który Baudelaire sformułował w swojej teorii piękna nowoczesnego. Obok zmiennej, często trywialnej współczesności jest wieczność. Ja nazwałbym ją uniwersalnością albo jeszcze inaczej: odwiecznymi pytaniami.

Prus zestawił te dwa żywioły. Z jednej strony stworzył kosmos nowoczesnego świata, a z drugiej rozpoznał, że bez względu na czas i modę będziemy się borykać z pewnymi nieusuwalnymi pytaniami.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Maciej Kawalski, mat. prasowe Kino Świat

Czyli jakimi?

Kto, a może, co to właściwie jest człowiek? My dzisiaj jesteśmy w środku tego pytania. Kto z nami rozmawia? Czy pan tam jest? Czy ja jestem po tej stronie? A nawet jeśli tak, to przecież jesteśmy przetworzeni przez medium. Co ono zostawia, co redukuje?

*Reklama

Odpowiedź na pytanie, kim jest człowiek, jest historyczna. Dla Prusa to pytanie odnowiła teoria Darwina. Skoro wszyscy jesteśmy zwierzętami, podlegamy ewolucji, to gdzie jest nasza odrębność? Poza pytaniem o człowieczeństwo jest jeszcze pytanie o miłość. I to mnie szalenie interesuje, bo wydaje mi się, że przez lata zupełnie inaczej czytałem „Lalkę”. Ekranizacje chyba też pójdą w tę stronę: że jest to opowieść o obsesyjnej miłości, takiej do zatracenia.

A mnie się wydaje, że Prus nie jest romantycznym pisarzem. Już sam Wokulski podrzuca nam taki trop, kiedy mówi: „swojego uczucia nie nazwałbym miłością”. Te dwa problemy są w „Lalce” ze sobą związane. Miłość jest testem na człowieczeństwo. Jeśli umiesz kochać, jeśli umiesz odwzajemnić miłość, to jest test Turinga. Prus egzystencjalizuje i antropologizuje miłość.

Czyli właściwie osadza miłość w kontekście swoich czasów.

Tak, bardziej niż ją romantyzuje. Choć oczywiście klisze romantyczne są niezbędne, bo to jest w tej epoce nadal wpływowy język miłości.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Maciej Kawalski, mat. prasowe Kino Świat

W „Lalce” romantyzm łączy się też z komentarzem politycznym. W swoim eseju o powieści Prusa pisze pan o jej politycznym potencjale. Na czym on polega?

Prus ma ograniczone pole wypowiedzi. Nie może napisać powieści politycznej, bo „Lalka” w pełni realistycznie napisana byłaby po prostu powieścią o okupacji, o życiu w państwie okupowanym. A jednak polityka odgrywa w niej wielopoziomową rolę.

Pierwszy wymiar to oczywiście powstanie, w którym uczestniczy Wokulski. Jest ono pokazywane jako obraz szaleństwa politycznego: bezrefleksyjnego, bez należytego przygotowania, bez koniecznej pragmatyki. Ale najgorsze jest rozgoryczenie wynikające z poczucia bycia frajerem. Wokulski bierze udział w powstaniu, potem jest zesłany na siedem lat na Syberię, a w tym czasie inni robią interesy i jeszcze śmieją się z jego ambicji i idealizmu.

A Rzecki? Jego doświadczenie polityczne jest przecież zupełnie inne.

Tak. Rzecki bierze udział w Wiośnie Ludów. To paneuropejska idea wolności, można powiedzieć: fantazja protopaneuropejska. Rzucenie wyzwania tyranii, próba wprowadzenia w życie idei sprawiedliwego porządku.

Rzecki pozostaje jej wierny do końca życia. Jego kult Napoleona nie jest moim zdaniem naiwnością czy dziwactwem. Jest konsekwencją czegoś, co sami znamy i obserwujemy. Kraje liberalne zaczynają fantazjować o sile, rozczarowane niemocą demokracji, która nie potrafi sobie poradzić z kolejnymi kryzysami. Fantazjujemy, że przyjdzie silny i zrobi z tym porządek. Żeby wreszcie partia, przywódca, lider…

Wzięli sprawy w swoje ręce.

To jest fantazja napoleońska. Bierze się z kryzysu, z rozczarowania społeczeństwem, z rozczarowania polityką liberalną.

Czy jest jeszcze jakiś wymiar polityczny?

Polityka pieniądza. Kapitalizm polityczny. I pod tym względem „Lalka” jest bezcenna. Pokazuje, w jaki sposób coś, co ma być czystym robieniem pieniędzy, staje się siłą polityczną. Wytwarza relacje społeczne, konflikty klasowe i zapowiada narodziny nowej arystokracji – arystokracji pieniądza. Stara arystokracja próbuje się do tego przystosować, ale się na tym nie zna. Serial świetnie to pokazuje.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka 

A kim w tym nowym porządku jest Wokulski?

Wokulski jest już Elonem Muskiem. Proszę sobie wyobrazić, że usuwamy Izabelę, czyli romantyczną miłość. Wokulski jest przedsiębiorcą, inwestorem, inżynierem, wizjonerem. A przy tym egotystą lekceważącym dobro wspólne i zrównoważony rozwój ludzkości. Wystarczy posłuchać jego pierwszej rozmowy z Rzeckim. Ma wszystkie cechy wypowiedzi Muska.

Co nowe ekranizacje mogą nam dzisiaj pokazać w „Lalce”, czego wcześniej w niej nie widzieliśmy?

Jestem literaturoznawcą, więc zawsze będę patrzył na ekranizacje jako pewne wehikuły lektury. Serial pozostaje przy głównym nurcie miłości. Obsesyjnej miłości, która wyrzuca Wokulskiego z miejsca, w którym zastygł. Wokulski właściwie mógłby zostać drobnomieszczaninem i nic nie musiałby robić, gdyby nie zobaczył Izabeli w teatrze.

Wszystko, co dzieje się później, ma ten napęd: muszę być bogaty, muszę się do niej zbliżyć, muszę jej zaimponować. A jednocześnie pojawia się rozczarowanie sobą. I tu wracamy do tego, co dla romantyków było tak ważne. Miłość jest głębokim zetknięciem się z tym, jaki jestem albo jaki nie chcę być.

Wcześniej wspominał pan o tym, że serial dociąża drugi plan, nie ma tego w filmach.

To bardzo mi się podobało. Skupienie uwagi widza na postaciach takich jak Tomasz Łęcki, baron Krzeszowski czy Marianna. Zupełnie inny jest też pomysł na Rzeckiego. Trochę mi żal, że jest go mało, z tą jego ciemną stroną.

Z drugiej strony w filmie Rzecki i Wokulski tworzą duet. Już samo obsadzenie Marka Kondrata chyba zmuszało twórców, żeby dać mu więcej miejsca.

Muszą dać mu pograć.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Maciej Kawalski, mat. prasowe Kino Świat

Ale to są dwaj bardzo różni Rzeccy – a jednocześnie obaj są prawdziwymi Rzeckimi. Ten filmowy jest bliższy temu, o czym pisze pan w eseju o „Lalce”: on wie i my wiemy, że on wie. Serialowy wydaje się kimś, kto sam musi przejść zmianę.

Tak, trafnie pan to odczytuje. Ten pomysł na Rzeckiego nie służy tylko wydobyciu świetnych aktorów. Jest w tym większy zamysł.

Na przykład taki, że serial mocniej wydobywa konflikt klasowy?

Tak. U Prusa może czasem umknąć to, z jak brutalnym odrzuceniem spotyka się Wokulski. Konflikt klasowy nie sprowadza się do skostniałych konwencji kontra nowe pieniądze. Izabela jest depozytariuszką potężnej przemocy symbolicznej, która mówi: „Nie wejdziesz tu. A jak wejdziesz, to będziemy się z ciebie śmiać. Do końca życia będziemy się z ciebie śmiać”.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka 

Czyli to nie jest po prostu osobiste odrzucenie Wokulskiego przez Izabelę?

Nie, bo klasa nie jest osobistym wyborem. To jest system, przemoc systemowa. Serial bardzo dobrze pokazuje, jak niemożliwe jest przekroczenie tego bez rewolucji. To jest moim zdaniem najważniejsza ślepa plamka „Lalki” i całego pozytywizmu: przedsiębiorczość, edukacja, oświecanie społeczeństwa nie wystarczą, żeby zniwelować te różnice. To się nie obędzie bez przemocy.

To bardzo ciekawa refleksja, bo oznaczałaby, że „Lalka” będzie aktualna również w przyszłości, kiedy znowu coś pęknie.

Jaki właściwie komunikat dostaje Wokulski od sfery, do której należy Izabela i do której on też chciałby należeć? „Daj nam swoje pieniądze i spadaj”.

A jednocześnie oni tych pieniędzy właściwie nie rozumieją. W filmie i serialu arystokracja posługuje się pojęciem pieniądza tak jak my słowem „bitcoin”: coś o nim słyszeliśmy, ale czy naprawdę wiemy, czym jest?

Nie wiedzą, na czym polega cała gra kapitałowa: różnice kursów, ceł i tak dalej, czyli coś, w czym Wokulski pływa jak ryba w wodzie. I to bym dzisiaj mocniej wyeksponował: zderzenie dyskursów.

Tak jak Wokulski jest ignorantem, jeśli chodzi o język klasy, tak oni są ignorantami, jeśli chodzi o język operacji finansowych. Stoją za nimi zupełnie inne wartości, dlatego w tym konflikcie nie ma porozumienia. Albo arystokracja zostanie zmieciona – zbankrutuje, zmieszczanieje – albo wydarzy się to, co stało się we Francji. Rewolucja francuska była założycielską przemocą.

Dziękujemy!
( Film ) ( Recenzja ) ( Michał Walkiewicz )

ILE NA DZIESIĘĆ?: Podejrzana „Substancja”

Serial ma więcej czasu niż film i dzięki temu może być bliżej konstrukcji powieści. Zanim w książce poznamy Wokulskiego, słyszymy o nim mnóstwo historii. Czy serial jest w tym sensie bardziej powieściową adaptacją?

Jest taki list Prusa do Gebethnera i Wolffa, w którym pyta, czy ma pisać „Lalkę” długą czy krótką, zakroić ją szeroko czy wąsko. Wolff odpowiedział chyba, że szeroko. Szczerze mówiąc, w koszmarach myślę sobie, co by było, gdyby odpowiedź brzmiała: krótko.

A mówiąc poważnie: to, co pierwszym krytykom „Lalki” wydawało się jej słabością – fragmentaryczność, pozorna niespójność – wynikało także z pewnego rodzaju epistemologii dziennikarskiej. Świat był dany w intensywnych obrazach i wydarzeniach, które Prus śledził jako dziennikarz. I obsesyjnie pytał o to, o co pyta Rzecki: gdzie tu jest łącznik? Dlaczego mówimy, że to jest jeden świat? Na jakiej podstawie uznajemy go za całość?

Prus daje nam świat pokawałkowany i próbuje go integrować, ale jednocześnie daje do zrozumienia, że jest on nie do poskładania w całość. Krytykom wychowanym na tradycyjnej powieści, która dawała kompletny obraz świata, wydawał się więc kimś, kto nie umie pisać.

Co najwyżej był dobrym nowelistą.

Natomiast następne pokolenie modernistów, które już wiedziało, że myśl o wielkiej narracji zbierającej wszystko w całość jest fikcją, zobaczyło w Prusie proroka nowej formy.

Na czym polegała nowoczesność jego formy?

Najczęściej koncentrujemy się na podwojonym narratorze, ale tu jest dużo więcej. W bardzo niewielu sytuacjach mamy gwarancję, że wydarzenia rzeczywiście wyglądały tak, jak zostały przedstawione.

Informacja o tym, co Wokulski robił na wojnie w Bułgarii, pochodzi tylko od niego. To on mówi: między kulą, nożem i tyfusem codziennie inwestowałem cały majątek, miałem bogatego wspólnika. To była gra, hazard. No fajnie, ale to jest awanturnicza opowieść z kolorowej gazety.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka 

Której nikt nigdy nie sprawdzi.

Otóż to. I takich miejsc jest więcej. „Lalka” pokazuje nam, że jesteśmy zakładnikami perspektyw. Pół biedy, jeśli mamy do czynienia z kimś rzetelnym, kto mówi nam, z jakiej perspektywy opowiada świat i robi wszystko, żeby to sprawdzić. Ale przecież „Lalka” zaczyna się od plotki. Siedzą goście przy piwie i plotkują.

Czy serial zwrócił pana uwagę na coś w „Lalce”, czego wcześniej pan nie dostrzegał albo co wydawało się mniej istotne?

Podoba mi się coś, czego w „Lalce” nie ma, ale jest na to miejsce. Serial stawia mocne pytanie: czego chce Izabela? Prus jest wobec niej ambiwalentny. Chwilami wręcz się nad nią pastwi, ogranicza tę postać. Widać to choćby w passusie o tym, jak Izabela wyobraża sobie, skąd się biorą pieniądze. Pieniądze dla niej po prostu rosną jak kwiaty w ogrodzie – oczywiście w pewnych ogrodach, w ogrodach arystokracji.

Izabela oczywiście wie, skąd się biorą pieniądze. Nie chce jednak przyjąć konsekwencji tej wiedzy: tego, że są one dystrybuowane niesprawiedliwie. Prus próbuje ją edukować w zakresie ekonomii politycznej, ale bezskutecznie. 

Izabela powiedziałaby mu: „Ale po co mi to wiedzieć?”.

Tak, takie mamy urządzenie świata. Tak już jest. Dlatego podobało mi się, że twórcy serialu rzucili rękawicę Prusowi, dobudowując Izabeli motywację do zmiany sposobu życia i myślenia. Pokazują, że ona też ma swoje pragnienia.

Dziękujemy!

„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix, fot. R. Pałka 

„Lalka”
reżyseria: Maciej Kawalski
premiera: 30 września 2026
dystrybutor: Kino Świat

„Lalka” 
reżyseria: Paweł Maślona
premiera: 16 września 2026
serial Netflix

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.