Kiedy odchodzi ogrodnik, drzewa usychają. Rozmowa z Georgim Gospodinowem

Kiedy odchodzi ogrodnik, drzewa usychają. Rozmowa z Georgim Gospodinowem

( 16.07.2025 )

Nikt nie uczył naszych ojców i dziadków, jak wyrażać emocje. I w tej książce próbuję o tym opowiedzieć i to zrozumieć. Nasi ojcowie musieli przejść długą drogę, którą nazywam drogą do przytulenia. Musieli powoli otworzyć ramiona i nauczyć się nas przytulać.

Kiedy w 2023 roku Schron przeciwczasowy Georgiego Gospodinowa dostał międzynarodowego Bookera, nagrodę uznano za wielki triumf bułgarskiego prozaika, a jego samego – za kandydata do Nobla. Wszakże tylko połowa życia Gospodinowa wypełniona była wówczas radością – intensywną, wielką, niespotykaną (był pierwszym bułgarskim prozaikiem, który wzniósł się tak wysoko; Elias Canetti, acz w Bułgarii w żydowskiej rodzinie urodzony, pisał wyłącznie po niemiecku). Połowę numer dwa wypełnił nieutulony smutek: właśnie odchodził jego ojciec. O tym doświadczeniu opowiada świeżo w Polsce wydana powieść Ogrodnik i śmierć.

Gospodinow przygląda się w nim sobie, swemu ojcu i całemu jego pokoleniu – generacji, która nie była dość młoda, by wykorzystać przejście Bułgarii od socjalizmu do gospodarki rynkowej, i dopiero jej dzieci ten moment wzięły za swój. Przedstawiciele tamtego pokolenia w większości zostali na wsi, hodując warzywa i owoce, i ze zdziwieniem spojrzeli na to, co stało się udziałem młodszych od nich. Teraz powoli znika z tego świata.

Co się dziś dzieje z ogrodem twojego ojca, który, jak piszesz w powieści, jest jego życiowym dziełem?

Ogród wciąż go pamięta. Róże, które wyhodował, znów zakwitły, peonie już zwiędły, trawa urosła. Pies Dżako nadal tam mieszka i czeka na swojego pana.

Stały bohater twoich powieści, Gaustyn, mówi w Ogrodniku…, że życie składa się z dzieciństwa i śmierci, ponieważ tylko w dzieciństwie nie wiemy, że umrzemy. Wydaje mi się, że w życiu każdego człowieka ważnym jest moment, gdy zdaje sobie z tego sprawę.

Tak mówi Gaustyn. Ja uważam, że dzieci wiedzą na temat śmierci więcej, niż nam się wydaje. Nie o swojej własnej, ponieważ w dzieciństwie jesteśmy, we własnej opinii, praktycznie nieśmiertelni, ale wiedzą o niej i boją się śmierci swoich rodziców. Po raz pierwszy doświadczyłem tego lęku jako dziecko.

okładka

Ten strach można odegnać? Sukces, taki, jaki był i jest twoim udziałem po Schronie przeciwczasowym, może sprawić, że człowiek przestanie się bać umierania? Jest coś niesamowitego w tym, ile wydarzyło się w twoim życiu wtedy, w roku 2023.

Tak, to był niezwykle intensywny rok. Dobrze, że ojciec zdążył się jeszcze tym wszystkim nacieszyć. Znaleźli się dziennikarze, którzy namierzyli dom rodziców. Oprowadzał ich po ogrodzie i pokazywał im róże, czereśnie, jabłonie, opowiadał o nich ze szczegółami. Myślę, że to był szczytowy czas dla niego jako ogrodnika, tak jak dla mnie jako pisarza. Dla mnie końcówka tamtego roku była bardzo bolesna, ale patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, widzę, że był to czas naszego najintensywniejszego i najcieplejszego bycia razem.

Ojciec, którego portretujesz w powieści, nie jest tak twardy jak jego rówieśnicy, ale słów czułości też nie zna, zastępuje je jabłkami.

Tak, w książce staram się przyjrzeć, na ile to możliwie, modelowi ojcostwa w różnych epokach. Wyjątkowo ważny wydaje mi się na przykład temat nieobecnego ojca. Możemy go znaleźć w „Odysei” Homera. W ewangeliach nie ma cieśli Józefa, ziemskiego ojca Jezusa. Na swój sposób nieobecny ojciec był także częścią dzieciństwa mojego pokolenia, dorastającego w czasach komunizmu. Jest również inny wątek, który pojawia się w książce, ten o emocjonalnej niemocie, o miłości ojców, którzy nie wiedzą, jak ją wyrazić słowami i dlatego posługują się ogrodami i owocami.

*Reklama

W książce pojawia się jednak obraz mężczyzny, który płacze po śmierci swojej wnuczki. Z tym, że ten obraz wzrusza właśnie dlatego, że nie ma innych podobnych w powieści, a sąsiad płacze, bo myśli, że nikt go nie widzi i wieść nie rozniesie się po osiedlu – gdyby wiedział, że obserwuje go mały chłopak, jakim wtedy byłeś, nigdy by się na coś podobnego nie zdecydował, tylko dalej dusił w sobie ten smutek.

Nikt nie uczył naszych ojców i dziadków, jak wyrażać emocje. I w tej książce próbuję o tym opowiedzieć i to zrozumieć. Nasi ojcowie musieli przejść długą drogę, którą nazywam drogą do przytulenia. Musieli powoli otworzyć ramiona i nauczyć się nas przytulać. To coś, na co patriarchalne normy i wzorce męskości nie pozwalały. Dlatego tak cenna jest dla mnie historia sąsiada, który opłakuje swoją wnuczkę ukryty w łazience w pewne ciche popołudnie, myśląc, że jest sam na tym świecie.

Dziękujemy!
( Muzyka ) ( Jakub Knera )

10 najlepszych płyt jesieni 2025

Napisałeś, że wstydzisz się za świat, w którym twój ojciec umiera. A on nie wstydził się za ten, w którym przyszedłeś na świat?

Mój ojciec był wiecznym buntownikiem bez powodu, Don Kichotem małych klęsk. Był człowiekiem lat sześćdziesiątych, wszakże na swoje nieszczęście urodził się w kraju, w którym rok 1968, jakim znamy go z Pragi, Paryża czy Warszawy, nigdy się nie wydarzył. Ja urodziłem się dokładnie w tym roku, dlatego odczuwam swego rodzaju duchowe pokrewieństwo z pokoleniem moich rodziców. Mam wrażenie, pisałem zresztą o tym, że pamiętam cały 1968 rok, od początku do końca.

W jednym z rozdziałów zwlekasz z opisaniem śmierci ojca i czytelnikowi wprost mówisz, że z tym zwlekasz, żeby dać mu jeszcze chwilę.

To jedna z magicznych mocy pisania i opowiadania historii. Na żywo wyglądało to tak: zapisywałem w notesie siedem razy jedno zdanie przeciwko bólowi mojego ojca. Czytałem mu książki, leżąc obok niego w łóżku. Wypytywałem go o jego dzieciństwo. Mam teorię, że opowiadając historie, człowiek zmienia prędkość czasu.

Dziękujemy!

Georgi Gospodinow, fot. Dirk Skiba

Wracając do sąsiada, który szlochał w łazience. Jego rozpacz obserwowałeś mały ty. Twoją rozpacz obserwuje kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset tysięcy czytelników. W pewnym momencie zwracasz się do nich i piszesz: chodźcie, przejdźmy przez to razem.

Ta książka, co już stało się jasne, jest bardzo osobista, radykalnie osobista – i potrzebowałem kogoś, komu bym to wszystko opowiedział. Dlatego przywoływałem na pomoc niewidzialną wspólnotę przyszłych czytelników, by razem przejść przez te straszne strony. I tak, wierzę, że nasze książki i nasze historie nieustannie tworzą takie niewidzialne wspólnoty. Jako opowiadacz historii czuję się za to odpowiedzialny. 

Jest tutaj także rozpacz nieludzka, opowieść o tym, jak cierpiał po odejściu twojego ojca wspomniany pies Dżako. Bez naiwnego antropomorfizowania: w jaki sposób w żałobie po człowieku jednoczymy się ze światem, a świat jednoczy się z nami?

Gdy pisałem tę książkę i zgłębiałem temat różnych rytuałów żałobnych, przeczytałem, że kiedyś, gdy umierał gospodarz, należało powiadomić wszystkie domowe zwierzęta, pszczoły i drzewa owocowe. Żałobę należy dzielić ze wszystkimi żywymi istotami. Według mnie psi smutek jest cięższy, ponieważ nie posiadamy słów, które pomogłyby oswoić śmierć. Kiedy odszedł ogrodnik, ogród o tym świetnie wiedział. Kilka czereśniowych i morelowych drzew uschło nagle, jakiś czas po śmierci mojego ojca.

Mówiłeś, że pokolenie twoje i twojego ojca bardzo różnie podchodzi i podchodziło do czułości. Być może w odchodzącej generacji jej przejawem jest także powtarzane na kartach tej książki przez postać twojego ojca jak mantra zdanie, że nie chce okazać się ciężarem dla swoich dzieci. Czemu było to dla nich tak ważne?

Ponieważ to pokolenie, pokolenie mego ojca miało określone poczucie godności. To niegodne, myśleli, by stać się ciężarem dla swoich dzieci. Dlatego kluczowe zdanie wypowiadane przez mojego ojca brzmiało „To nic takiego”. W żaden sposób nie chcieli zakłócać życia swoich dzieci. Ale to ich „to nic takiego” tak naprawdę znaczyło „kocham cię”. Zrozumiałem to dopiero po napisaniu tej książki.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.