Philip Montgomery, „Lovers on Florissant”, Ferguson, Missouri, 2014, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi
Philip Montgomery, „Lovers on Florissant”, Ferguson, Missouri, 2014, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi

() Patronat

„Zależy mi na docieraniu do prawdy – lub do jej pozorów”. Wystawa Philipa Montgomery’ego w Polsce

( 23.06.2026 )

Gdzie kończy się dokument, a zaczyna kreacja? Czy zdarzenia, które wydają się niemal niemożliwe do uchwycenia, zostały sfotografowane, czy wyobrażone? Łódzki Fotofestiwal otwiera w tym roku wystawa „Cykle Ameryki” Philipa Montgomery’ego, meksykańsko-amerykańskiego fotografa, którego twórczość ukazuje chaos życia w Stanach.

Stoi odwrócona tyłem, nie widzimy jej twarzy, jakby coś przed nami skrywała. Na innym zdjęciu kolejna niedookreślona scena – dziwne postaci zatopione w gęstej mgle, jakby z innego świata. Jest w tym niepokój, pewna niejasność, która uwiera. Obrazy wwiercają się w pamięć. To senne wizje, które z pozoru mają niewiele wspólnego z dokumentalnym sprawozdaniem.

Wystudiowane, pracowicie skomponowane zdjęcia zawsze są czarno-białe. Porzucenie kolorów może być próbą uniknięcia dosłowności lub podkreślenia zero-jedynkowych podziałów, które rządzą przedstawioną na zdjęciach rzeczywistością. Ale to, co na nich widać, bywa mylące. Bez kontekstu mogą stać się wyłącznie źródłem estetycznej przyjemności. Innej temperatury i wagi nabierają, gdy widz wie, jak narodziły się prace  Montgomery’ego.

Jak we mgle

Wyłaniające się z mgły sylwetki to Gwardia Narodowa, która tłumi protesty po zabójstwie George’a Floyda w Minneapolis w stanie Minnesota. Siły rządowe ostrzeliwują protestujących gumowymi kulami i rozpylają gaz łzawiący. Kobieta stojąca tyłem to Latynoska, a na pierwszy rzut oka nie widać, że tuli małą dziewczynkę. Właśnie otrzymała wiadomość głosową od męża, który trafił do aresztu ICE. Rodziny często nie wiedzą, co stało się z ich bliskimi – ci najczęściej są zatrzymywani z zaskoczenia, gdy wracają do domu z pracy. Kilka tysięcy amerykańskich dzieci w ostatnich miesiącach doświadczyło aresztowania co najmniej jednego z rodziców. W tym przypadku mężczyźnie udało się na szczęście udostępnić swoją lokalizację. Zdjęcie zostało zrobione wkrótce po tym, jak fotografujący sam został ojcem.

W Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi – Ośrodek Propagandy Sztuki trwa wystawa „Cykle Ameryki”, na której obejrzycie prace Philipa Montgomery’ego, fotoreportera związanego na stałe z „New York Times Magazine” i „New Yorkerem”. To kolejna odsłona łódzkiego Fotofestiwalu. Pierwsza indywidualna wystawa Montgomery’ego na świecie była pierwotnie  pokazywana w PHOXXI – Temporary House of Photography, działającym przy centrum sztuki współczesnej Deichtorhallen. 

Dziękujemy!

Philip Montgomery, „Curfew Lake Street Minnesota”, 2020, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi 

*Reklama

Kuratorką wystawy jest Nadine Isabelle Henrich. Łączymy się zdalnie, jeszcze przed montażem ekspozycji w Łodzi. Na samym początku pytam ją, czemu człowiek uznany za jedną z najbardziej wyrazistych gwiazd współczesnego fotoreportażu nie doczekał się podobnej retrospektywy u siebie w kraju. „Pokazywanie Montgomery’ego było wszystkim nie na rękę”, mówi Henrich.

Dorastał w małym miasteczku na kalifornijskiej pustyni, dokąd jego rodzice wyemigrowali z Meksyku. Wychował się w religijnej społeczności, a wczesne zainteresowanie sztuką sakralną miało przełożenie na styl jego zdjęć, który wykracza poza ramy zwykłej dokumentacji. Kilka lat temu Montgomery uwiecznił grupę więźniarek w trakcie przerwy obiadowej. Zdjęcie nie zostało zainscenizowane, choć wyraźnie nawiązuje do chrześcijańskiej ikonografii. Kobiety przypominają postaci świętych w renesansowym malarstwie.

Dziękujemy!

Philip Montgomery, „Otero County Prison”, Chaparral, New Mexico, 2018, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi 

Henrich zwraca uwagę, że zdjęcia zawsze wyróżniają się przemyślaną kompozycją.  Gdziekolwiek nie pojedzie, niezależnie od tego, co fotografuje – czy uliczną demonstrację, czy scenę rodzinną w zamkniętym pomieszczeniu – Montgomery ma przy sobie zestaw lamp błyskowych. Najpierw rozstawia sprzęt w danej przestrzeni, potem spędza trochę czasu z ludźmi, którzy go interesują, i czeka, aż wszyscy zapomną o ostrym świetle flesza. Wszystko jest wynikiem jego zamysłu, ale nic nie jest upozowane. Montgomery fikcjonalizuje rzeczywistość za pomocą sztucznego światła, nie inscenizuje jednak przedstawionych sytuacji, i w tym tkwi największa siła jego fotografii. Metoda Montgomery’ego jest oryginalna, ale wyrasta wprost z tradycji amerykańskiej fotografii XX wieku.

„Kiedy Philip portretuje samotną matkę z czwórką dzieci, ofiary przemocy domowej, myślę, że nawiązuje do zdjęć Dorothei Lange i Walkera Evansa, ale tworzy inaczej, w duchu swoich czasów” – tłumaczy Henrich.

*Reklama

W 2015 roku Montgomery realizuje pierwsze zlecenie dla „The New York Timesa”. Uwiecznia masowe protesty w Wisconsin przeciwko forsowanej przez Republikanów ustawie o „prawie do pracy”, której celem jest zniszczenie amerykańskich związków zawodowych. Potem wyrusza w ciąg podróży po kraju. Jedzie do Teksasu, gdy trwa huragan Harvey, do trapionego masowymi eksmisjami Milwaukee, do Ohio podczas epidemii opioidowej. W 2020 roku relacjonuje zmagania nowojorskiego personelu medycznego w szczycie pandemii COVID.

Świadectwo prawdy czy aranżacja?

Na wystawie w Łodzi przeplatają się dwa wątki. Pierwszy to śmierć Michaela Browna w Ferguson w stanie Missouri – 18-latek został zastrzelony przez policjanta. Wybuchły masowe protesty, a miasto stanęło w ogniu. Hasło „nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju!”, które skandował wielotysięczny tłum, rozbrzmiało w całym kraju. Drugi wątek to zabójstwo George’a Floyda, po którym ruch Black Lives Matter zyskał światowy rozgłos.

„Zależy mi na docieraniu do prawdy – lub do jej pozorów”, powiedział Montgomery w jednym z wywiadów. Oglądanie jego zdjęć nasuwa wiele pytań: czy ta fotografia poświadcza prawdę, czy kłamie? Czy zdarzenia, które wydają się często niemal niemożliwe do uchwycenia, zostały sfotografowane, czy wyobrażone? Gdzie kończy się dokument, a zaczyna kreacja? I jeszcze jedna ważna sprawa: czy fotograf estetyzuje chaos, który zawładnął Stanami Zjednoczonymi, czy właśnie nadaje mu materialną, łatwiejszą do ogarnięcia formę? Z Minneapolis Montgomery przywozi niemal same abstrakcyjne obrazy. Kompozycja bywa tu doskonała, perfekcyjnie oświetlona, jak na planie filmowym – jakby zaprzeczała gorączkowym okolicznościom, w jakich te zdjęcia powstały.

Na jednym z nich widać kobietę otoczoną chmurą dymu, która pada na kolana naprzeciwko kordonu policji, z uniesionymi rękami. Jest sama, jakby chciała złożyć się w ofierze w imieniu wszystkich demonstrantów. Montgomery nie pokazuje jednak samego starcia, przemoc wyrzuca poza nawias kadru. Zwykle wybiera moment tuż przed lub tuż po wielkim wydarzeniu. Na innym zdjęciu, które robi podobne wrażenie, rowerzysta w kowbojskim kapeluszu przejeżdża na składanym rowerze obok płonącego budynku. Kusi, żeby zapytać, czy na tym składaku jedzie cała współczesna Ameryka?

Dziękujemy!

Philip Montgomery, „Memorial Minneapolis”, 2020, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi 

Na wystawie Montgomery’ego jest wiele zdjęć ukazujących gwałtowne sceny, ale jedna z fotografii wyróżnia się na tle reszty, bo bije od niej spokój i zaduma. Skrzyżowanie East 38th Street i Chicago Avenue w Minneapolis, miejsce zabójstwa George’a Floyda, staje się miejscem czuwania i żałoby. Na parkingu stacji benzynowej Speedway, po drugiej stronie ulicy, zbiera się tłum. Ludzie znoszą tam kanapy, rozbijają namioty, niektórzy zajmują miejsce na dachu stacji. Będą się tam spotykać przez piętnaście dni – tyle potrwa proces Dereka Chauvina, który w kwietniu 2021 roku zostanie uznany winnym wszystkich trzech zarzutów postawionych w związku ze śmiercią Floyda. Zdjęcie pokazuje potrzebę celebracji wspólnoty i solidarność rodzącą się między ludźmi różnych mniejszości. To scena gęsta od znaczeń, niemal biblijna, w której wszyscy wspólnie zastanawiają się nad jednym: co dziś oznacza bycie Amerykaninem.

Dziękujemy!
( Rozmowa ) ( Aleksandra Pakieła )

Co było nie tak z Britney Spears?

Trwające wiele dni protesty w Ferguson czy Minneapolis nie były w historii Stanów Zjednoczonych niczym nowym, ale według Montgomery’ego te wydarzenia odmieniły najnowszą historię Ameryki. Z jednej strony dały poczucie sprawiedliwości i sprawczości, a przy tym zradykalizowały istniejące już ruchy emancypacyjne. Z drugiej – stały się pretekstem do wzmocnienia rządowego systemu kontroli i do użycia sił Gwardii Narodowej do tłumienia ruchów obywatelskich.

Aktywizm czy sztuka

W 2021 roku na łamach „New Yorkera” o zdjęciach Montgomery’ego pisał Patrick Radden Keefe, reporter, autor książek o baronach przemysłu farmaceutycznego i nielegalnej chińskiej migracji do Stanów Zjednoczonych. Słowami pełnymi troski, ale i podziwu, wyliczał fizyczne konsekwencje pracy Montgomery’ego. „Montgomery został spryskany gazem pieprzowym i aresztowany podczas protestów, wpadł do wzburzonej wody podczas powodzi, po godzinie policyjnej włóczył się po miastach, które wyglądały jak strefa działań wojennych”. W Minneapolis, po zabójstwie Floyda, został postrzelony gumową kulką przez policjanta – pomimo dwóch aparatów i plakietki z napisem „PRESS”.

Dziękujemy!

Philip Montgomery, „The Chatman family”, Ferguson, Missouri, 2014, dzięki uprzejmości Fotofestiwalu w Łodzi 

Kiedy pytam Henrich, czy można uznać fotografie Montgomery’ego za formę aktywizmu, zdecydowanie zaprzecza. Twierdzi, że Philip jest osobą zaangażowaną społecznie i politycznie, ale nigdy nie nazwałby siebie aktywistą. Fotografia to dla niego forma ocalania i utrwalania – hołd składany zwykłym Amerykanom. Fotografie Philipa pokazują niewidzialnych bohaterów amerykańskiego społeczeństwa. Wśród nich są ludzie pracujący w służbie zdrowia, od których zależy infrastruktura całego państwa i którzy na co dzień odczuwają skutki propagandowej narracji wymierzonej przeciwko nim. Twórczość fotografa to obraz społeczeństwa pod ogromną presją, które stara się trzymać razem mimo coraz trudniejszych okoliczności.

Szczególnie utkwiły mi w pamięci dwa zdjęcia. Zamiast człowieka – fragment ciała, tak samo wymowny jak portret. Dłoń w chirurgicznej rękawiczce sięga do trumny, by nawiązać ostatni kontakt ze zmarłym bliskim. Inne zdjęcie z tego samego cyklu: para rąk wzniesiona ku niebu (z kuratorskiego opisu wynika, że Montgomery uchwycił ten gest podczas protestu w Ferguson, który odbył się pod hasłem: „Ręce w górze – nie strzelaj!”). Na samym zdjęciu brak wyjaśnienia. Nie wiemy, czy chodzi o gest bezradności, kapitulacji, modlitwy, czy wręcz przeciwnie: triumfu i zwycięstwa. Znalezienie jednoznacznej odpowiedzi wydaje się zbędne. Fotografia Montgomery’ego to coś między dokumentem a symbolem – potężne doznanie, które budzi podziw, a zarazem niepokój.

Philip Montgomery, „Cykle Ameryki” 
Miejska Galeria Sztuki w Łodzi – Ośrodek Propagandy Sztuki, Łódź
18 czerwca – 6 września 
kuratorka: Nadine Isabelle Henrich

Tekst powstał w ramach współpracy patronackiej z Fotofestiwalem, którego 25. edycja odbywa się w dniach 18 – 28 czerwca 2026 w Łodzi.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.