Łukasz Stokłosa, „August II Wettyn”, 2022, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Szyki w Krakowie
Łukasz Stokłosa, „August II Wettyn”, 2022, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Szyki w Krakowie

Zwodnicze repliki podlane nostalgią. O wystawie „Fałszywe widoki” Łukasza Stokłosy

( 23.04.2026 )

Otwarta w krakowskim Bunkrze Sztuki wystawa Łukasza Stokłosy „Fałszywe widoki” to opowieść o rzeczywistości i jej imitacjach. O tym, co nam się wydaje, że jest, ale przede wszystkim o tym, że wzrok bywa najbardziej złudnym ze zmysłów. Jak mamy patrzeć, skoro wszystko może być już nieprawdziwe?

Na początku wszystko wydaje się zwyczajne. Na obrazie pokaźny statek rybacki zatrzymał się gdzieś na środku morza. Obok niego płynie, a raczej unosi się wieloryb, po którym spacerują ludzie. Robią sobie zdjęcia, wesoło podskakują, kilku z nich nawet łowi ryby. Gdy przyjrzymy im się bliżej, zauważymy jednak, że niektórzy z nich mają po sześć palców w jednej dłoni, fale oddalone są od siebie w idealnie odmierzonych odstępach, a ów waleń wynurzył się nienaturalnie wysoko nad poziomem wody. Nie, nie są to senne majaki, opisane pokrótce „dzieło” jest tworem generatywnej sztucznej inteligencji, które, jak miliony mu podobnych – pełne zwierzątek z chałki lub rolników proszących o lajki – zalewa nasze media społecznościowe już od jakiegoś czasu. Tego samego dnia, gdy wyświetlił mi się ten syntetyczny morski krajobraz, bliska osoba przesłała mi krótkie wideo – dziecko bawi się z labradorem w ogrodzie. Podróbka czy prawda? Sam już nie wiem.

Otwarta w krakowskim Bunkrze Sztuki wystawa Łukasza Stokłosy „Fałszywe widoki”, kuratorowana przez Katarzynę Wąs, to opowieść o rzeczywistości i jej imitacjach. O tym, co nam się wydaje, że jest, ale przede wszystkim o tym, że wzrok bywa najbardziej złudnym ze zmysłów. Jak mamy patrzeć, skoro wszystko może być już nieprawdziwe? Jeśli z taką łatwością gubimy się w AI slopie, to co o „teraz” mogą nam powiedzieć Ogród Saski, Villa d’Este i portret Brada Pitta z „Wywiadu z wampirem”, które są jednymi z wielu elementów obecnych w twórczym imaginarium Stokłosy?

Odpowiedź zawarta jest w intencji. Algorytm bazuje na mechanicznej syntezie miliardów przekonwertowanych danych, na końcu serwując nam produkt tyleż wszechstronny, co nijaki. A co z malarstwem? Nie chodzi o to, że z automatu podaje nam prawdę – raczej o to, że po drugiej stronie stał człowiek. Z życiowym bagażem, pamięcią i indywidualnym doświadczeniem, których żaden algorytm nie jest w stanie oddać.

Dziękujemy!

Łukasz Stokłosa, „Palazzo Reale di Caserta”, 2025, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Sztuki w Krakowie

Widoki dawno już (nie)widziane

Wchodząc na wystawę pierwszy raz i oglądając ją dość pobieżnie, muszę przyznać, że pomyślałem: sh*t, here we go again. Fontanny, klasycystyczna architektura, ekstrawaganckie przedmioty, mroczne landszafty i przepych. Pierwsza myśl: ktoś chce mnie złapać, i to niezbyt elegancko, na haczyk nostalgii. Trudno się dziwić, skoro tworzenie ułud tego, co już było, dobrze się sprzedaje w późnym kapitalizmie. Tyle że twórczość tego artysty trudno postrzegać w kategoriach nostalgii, a przynajmniej nie w stereotypowym rozumieniu tego słowa, które funkcjonuje w social mediach. Nostalgiczność „Fałszywych widoków” widziałbym tak, jak opisała ją badaczka Svetlana Boym – jako bunt przeciwko biegowi czasu. Być nostalgikiem według niej oznacza przekształcać historię w prywatną mitologię mówiącą nie tylko o tym, co było, ale też o tym, co może być.

*Reklama

Wartość projektu Łukasza Stokłosy widzę w tym zapośredniczeniu. Za pomocą widoków z przeszłości pokazuje nam jedną z możliwych wizji przyszłości. Oglądając opustoszałe parki, samotne budynki i naturę – ciemną, dziką, budzącą pierwotną wręcz grozę – zadajemy sobie pytanie: czy tak będą wyglądały ostatnie znaki ludzkiej aktywności na ziemi, jeśli nic nie zmienimy? Nie wiem, jak dla nostalgika, ale dla melancholika wizja niekończącej się ciszy bijącej z pałacowych wnętrz Wersalu czy Sanssouci wydaje się co najmniej pociągająca.

Historia nasza ma już swojego malarza?

„Fałszywe widoki” są drugą prezentowaną wystawą tego artysty w tym roku po „Lśnieniu”, które można oglądać na Zamku Królewskim w Warszawie. W muzealnych wnętrzach zestawiono historyczne malarstwo, a jakże, Jana Matejki z obrazami Stokłosy. Efektem tego dialogu jest napięcie, które od zawsze istnieje w opowieściach, które artyści snują o historii – niezależnie od użytego medium. Matejkowszczyzna zorganizowała nam wyobraźnię na całe pokolenia. Trudno wyobrazić sobie osobę kończącą naukę w szkole, która choćby raz nie przeciągnęła wzrokiem po dziełach mistrza stylu historycznego. Na jego obrazach jesteśmy albo wielcy, albo zadumani, albo triumfujemy, albo rzucamy się do obrony spraw przegranych. Matejko uwięził nas w patetycznej historiozoficznej narracji, a my daliśmy się uwieść – kto z nas nie myśli o wizerunku „Mieszka I”, „Bitwie pod Grunwaldem” czy „Hołdzie Pruskim” przez pryzmat jego malarskich reprezentacji?

Wróćmy jednak z Warszawy do Krakowa, do bunkrowej wystawy. Matejko starał się uwiecznić najważniejsze wydarzenia w polskich dziejach w celu „ratowania” zagrożonego ducha narodu, który w XIX wieku nie miał swojego państwa. Z kolei Łukasz Stokłosa proponuje nam widoki fragmentaryczne i odosobnione, powstałe dzięki ludzkiej ingerencji, ale – bez ludzkiego udziału. Tam, gdzie u Matejki pobrzmiewa tumult historii, u Stokłosy panuje niemal muzealna cisza. Być może tylko takie twórcze spekulacje mogą w nas poruszyć pytanie o to, co po nas pozostanie, gdy będzie już po wszystkim.

Dziękujemy!

Łukasz Stokłosa, „Lady Macbeth”, 2025, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Sztuki w Krakowie

Repliki mrugają do replikantów

Zbudowany w XIX wieku w Ogrodzie Saskim wodozbiór wzorowany był na antycznej formie świątyni Westy w Tivoli. Letnia rezydencja Fryderyka II, Pałac Sanssouci,  pomyślana była jako miejsce odpoczynku, w którym władca zapomni o trudach rządzenia Prusami. Całe jej założenie opierało się na grze z iluzją – od sztucznych ruin zlokalizowanych na tzw. Ruinenbergu, aż po samą bryłę pałacu, która, widziana z odpowiedniej perspektywy, miała wydawać się skromna. Z kolei rzymskie ogrody Villi Borghese (dzisiejsza Galeria Borghese), choć zapoczątkowane przez kardynała skandalistę Scipione Caffarelli-Borghese, z biegiem lat zamieniły się w park iluzji, pełen kopii antycznych rzeźb i budowli.

Dziękujemy!
( Redakcja )

REKRUTACJA: Project Specialist – Content Partnerships

Przywołałem tylko kilka miejsc, a mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, aby zobrazować jeden z istotniejszych punktów w twórczości Łukasza Stokłosy. Artysta w dużej mierze skupia się na wnętrzach, ogrodach, parkach, fontannach. Brzmi to idyllicznie, efekt jest jednak inny. Większość obrazów nie tylko zręcznie operuje poetyką rozmycia, ale przede wszystkim korzysta z niej, by pokazać stereotypowe sposoby myślenia o owych miejscach – jesteśmy w śnie, wzdychamy nad przeszłością, której właściwie nigdy nie było w takim kształcie? Pewne jest, że przechadzając się po wystawie, nie znajdziemy zbyt wielu postaci ludzkich. Pałacowe wnętrza opustoszały, a parki pełne replik ucichły. Nie ma ludzi, ale znajdzie się jedna replikantka (Rachael, Sean Young) z „Łowcy androidów” i jeden wampir (Louis de Pointe du Lac, Brad Pitt) z filmu „Wywiad z wampirem”. Oboje na granicy człowieczeństwa i tego, co jest jego zupełnym zaprzeczeniem. Zmagają się z fałszywą pamięcią – czy to wszczepioną na siłę przez chip, czy też rozciągniętą na całe dekady życia przez nieśmiertelność. Nie ma tu miejsca na prawdę o tym, co było – pamięć bywa zwodnicza z różnych względów, kształtuje ją wyobraźnia.

Dziękujemy!

Łukasz Stokłosa, „Sanssouci”, 2025, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Sztuki w Krakowie

Pogranicza zmysłów

Przechodząc z jednej sali do drugiej, trzeba minąć jeszcze jedno pomieszczenie, w którym mistyfikacja wkracza w sferę innego zmysłu. Zostawiamy wzrok, aby skupić się na zapachu. Stworzona przez Agnieszkę Saks kompozycja olfaktoryczna nie jest tylko „ciekawym’’ dodatkiem do prac Łukasza Stokłosy. Umieszczenie jej na półmetku wystawy, na przecięciu dwóch sal, spowodowało, że zdanie, które sobie wypracowałem o pierwszych obejrzanych obrazach, zupełnie nie odpowiadało temu, co znalazłem w sali ostatniej. Woń była jednocześnie słodka i leśna. Budziła skojarzenia z wilgotną kaplicą, przy której ktoś pozostawił pokaźnej wielkości bukiet białych lilii. W okulocentrycznym społeczeństwie silne wrażenia zapachowe mogą działać jak strumień zimnej wody na uśpione głęboko w nas pierwotne instynkty. A przynajmniej powinny.

Oprócz granic zmysłów, które ta wystawa z powodzeniem przekracza, warto też wspomnieć o granicy między kulturą i naturą. Stokłosa problematyzuje ją w poruszający sposób, tworząc antyhierarchiczne i rozproszone uniwersum. Wspominałem wcześniej o  tym, jak artysta pokazuje nasze nostalgiczne pojmowanie przeszłości dzięki konkretnym rozwiązaniom formalnym i nawiązaniom do popkultury. Odwołując się do tego, co było,  przedstawia jednocześnie świat przyszłości bez ludzi, ale z postludzkimi pozostałościami – pałacami, fontannami, bramami zajmującymi wyznaczone z góry przez człowieka miejsce. Natura natomiast jest wszechogarniająca. Owszem, bywała w historii bohaterką  drugoplanową, ale nie w wizji Stokłosy. Patrząc na niewyraźne, nieskończone, a przede wszystkim ginące w ciemności lasy, których na wystawie widzimy w wielu różnych wersjach, myślę o czymś, co w psychoanalizie określa się mianem niesamowitości (das Unheimliche). Czyli tego, co niespodziewanie przyszło, a przecież miało zostać ukryte, pogrzebane w szufladach rozumu. Trudno okiełznać pierwotny lęk przed tym, co kryje się w cieniu. Jeszcze trudniej przychodzi nam wyobrażenie sobie, że w nieodległej, być może, przyszłości po wnętrzach Pałacu w Wersalu przechadzać się będzie cisza i wszelkiej maści byty więcej-niż-ludzkie. Byłaby to przekorna perspektywa, skoro nieodległa od Paryża posiadłość była na samym początku myśliwską rezydencją, z której Ludwik XIII wyruszał w mrok puszczy na polowania.

Dziękujemy!

Łukasz Stokłosa, „Vizcaya”, 2025, dzięki uprzejmości artysty i Bunkra Sztuki w Krakowie

Spekulować, podobno, potrafią też modele generatywnej sztucznej inteligencji. Niektóre mogą w kilka sekund stworzyć nawet bardzo skomplikowaną wizję, jeśli wykorzystamy odpowiedni prompt. W momencie, gdy tyle iluzji może w jednej chwili wygenerować za nas maszyna, fałsz przybrał nową, jakże kuszącą postać. AI bez chwili zawahania podrobi każdy widok, twierdząc, że na pewno tak wyglądał. Jej idealne symulacje są wynikiem statystycznej biegłości w korzystaniu z niemal nieskończonej ilości danych. Zawsze jednak będzie im brakować tego, co w malarstwie Łukasza Stokłosy zdaje się być najistotniejsze – ludzkiego zderzenia z pustką i ciężarem pamięci. Dlatego też „Fałszywe widoki”, w tym ujęciu, są właściwie przypisem do prawdy – bo powstały w oparciu o to, co jest całkowicie jednostkowym twórczym doświadczeniem. I takich spekulacji życzę sobie, i każdemu, kto odwiedził Bunkier Sztuki – dożywotnio.

Łukasz Stokłosa, „Fałszywe widoki”
Bunkier Sztuki w Krakowie
28 stycznia – 31 kwietnia
kuratorka: Katarzyna Wąs

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.