Anna Hulačová, „Kraina obfitości”, fot. HaWa
Anna Hulačová, „Kraina obfitości”, fot. HaWa

() Patronat

Żyjemy kosztem życia i zdrowia innych istnień. Rozmowa z Anną Hulačovą

( 18.06.2026 )

Z Anną Hulačovą spotykamy się w jej domu i warsztacie, pięćdziesiąt kilometrów na wschód od Pragi. W Klučovie, gdzie krótko po obronie dyplomu przeprowadziła się z rodziną, nie tylko intensywnie pracuje nad swoimi rzeźbami, ale również prowadzi organizację, której celem jest wspieranie bioróżnorodności. Ma piękny ogród, siedem uli i cały szereg opowieści o starożytnych wierzeniach dotyczących pszczół.

W połowie maja otworzyłaś w Orońsku wystawę „Kraina obfitości”, co przypomniało mi fragment z czeskiego hymnu – o tym, że ten kraj to naprawdę raj. Co to jest za kraina?

Czeska wersja raju to kiełbasy rosnące na drzewach i piwo płynące zamiast wody (śmiech). Alternatywny tytuł wystawy, który rozważaliśmy z kuratorem, to „cockaigne”, a więc „kraina pieczonych gołąbków”, inspirowany obrazem Pietera Breuigla. Chodzi o wyobrażenie miejsca wiecznego dostatku, nieograniczonego dostępu do dóbr materialnych. Dziś w naszej sytuacji geopolitycznej ten dostatek mamy – jedzenie, a raczej jego brak, nie jest już czymś, z powodu czego człowiek umiera, przynajmniej nie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Myślę, że w kontekście polskim ten raj nie jest na wyciągnięcie ręki, ale jest figurą, do której dążymy, marzeniem, ziemią obiecaną.

Ten tytuł spodobał mi się ze względu na jego dwuznaczność. Hojności nie bierze się znikąd, ktoś musi ponieść jej realny koszt. W wystawie pracujemy właśnie z tą dwubiegunowością we współczesnym, rynkowym ujęciu.

A jeśli chodzi o polski i czeski kontekst: fascynuje mnie to, że u was wciąż widać mniejsze pola i bardziej rozdrobnioną strukturę własności. Relacja człowieka z ziemią pozostaje żywa w Polsce. W Czechach sytuacja wygląda inaczej – kolektywizacja była tu wyjątkowo brutalna i pozostawiła po sobie ogromne połacie monokulturowych pól, dziś często zarządzanych przez wielkie agrofirmy, jak na przykład Agrofert, którego właścicielem jest obecny premier Andrej Babiš. Wraz z wywłaszczaniem ziemi stopniowo znikała więź z krajobrazem i uprawą. Wielu rodzinom odebrano gospodarstwa, a ich właścicieli represjonowano.

Wydaje mi się, że w Czechach może to mieć jeszcze większe znaczenie, bo granice waszego kraju nie zmieniały się od średniowiecza. W Polsce niemal każdy ma w rodzinie historie przesiedleń i wyprowadzek, często również związanych z nabywaniem ziemi.

Historia XX wieku w tej części Europy silnie wiąże się z ideą „ziemi obfitości” – ale także z pytaniem o to, kto naprawdę korzysta z tej hojności i jakim kosztem jest ona budowana. Interesuje mnie temat straty, konfiskaty i odbierania ziemi, od starożytnego Rzymu aż po współczesność. To proces, który nieustannie powraca w różnych częściach świata. Podobnie dzieje się dziś w Amazonii, gdzie rdzennej ludności odbiera się ziemię, by łatwiej poddać ją  ekonomicznej eksploatacji. Wyrywanie człowieka z relacji z jego miejscem wpływa również na zwierzęta i całe ekosystemy. Właśnie na takim mechanizmie opiera się współczesna obfitość – żyjemy kosztem życia i zdrowia innych istnień, często pozostających poza naszym polem widzenia.

Dziękujemy!

Anna Hulačová, fot. HaWa

Opowiedz, jak ten temat zostaje ukazany na wystawie.

Większość przestrzeni została poświęcona relacji człowieka z rolnictwem – pojawiają się tam maszyny, technologia oraz zwierzęta hodowlane. Centralnym motywem jest postać człowieka z jagnięciem, nawiązująca zarówno do starożytnej symboliki ofiary, jak i do współczesnego pytania o to, kto dziś staje się „ofiarą” naszego dobrobytu.

Obecny jest tam również wątek ukrytego mikrokosmosu – świata istniejącego w trawie, pod ostrzem kosiarki. W zieleni ukryte jest życie, choćby ważki, jej metamorfozy i cykle biologiczne. Człowiek, maszyna i natura spotykają się tu w relacji, która często kończy się destrukcją.

Kolejną część tworzą monumentalne pola pszenicy z wizerunkami ptaków krajobrazu rolniczego – około trzynastu gatunków zagrożonych wyginięciem. Ptaki te wymierają dziś znacznie szybciej niż gatunki leśne, mimo że przez wieki ewolucyjnie przystosowały się do krajobrazu współtworzonego przez człowieka i stały się od niego zależne. Współczesny, monokulturowy model rolnictwa sprawia jednak, że ich środowisko staje się nie do utrzymania. W tym sensie również one stają się ofiarą naszej obfitości.

Chciałem zapytać o twoje wspomnienia niedostatku: jesteś dzieckiem lat osiemdziesiątych. Pamiętasz, że czegoś ci brakowało?

*Reklama

Wychowywałam się w rodzinie rolniczej, więc głodu nie zaznałam. Mój dziadek był zapalonym rolnikiem, takim typem niepokornym, który nie chciał podporządkować się systemowi. Chciał wszystko uprawiać sam. Dzisiaj nazwalibyśmy to ekologicznym rolnictwem, ale jemu chodziło raczej o niezależność.

Kiedy podczas kolektywizacji odbierano maszyny, rozmontowywał je, żeby nie można było ich skonfiskować. Zabierano tylko działające maszyny. Dorastałam więc wśród półrozebranych maszyn zarastających trawą i roślinami. Jako dzieci wspinaliśmy się po nich. Mam z tego piękne wspomnienia. Niczego nam nie brakowało. Ale po rewolucji, kiedy tata zaczął jeździć do Niemiec i przywoził stamtąd słodycze, Nutellę, czekolady – wtedy nagle pojawiło się pragnienie czegoś więcej. Kiedy człowiek spróbuje czegoś lepszego, chce więcej.

Szkołę średnią dla konserwatorów kończyłaś w Pradze. Potem studia konserwatorskie i wreszcie rzeźba. Już na studiach zaczęłaś pracować z betonem, którego z czasem w twoich pracach przybywało.

Wcześniej dużo eksperymentowałam. Dzisiaj coraz bardziej zależy mi na trwałości. Chcę, żeby moje prace wyglądały monumentalnie, masywnie, a beton je wzmacnia. Zdarzało mi się, że robiłam rzeźby z ciasta, a potem zjadały je owady albo po prostu znikały. Proces rozpadu jest piękny, ale kiedy człowiek poświęca czemuś tyle czasu i energii, chce, żeby to jednak trwało. Ma to dla mnie również sens ekologiczny i ekonomiczny, choć nadal lubię mieszać materiały.

Na przykład drewno jest trwałe samo w sobie. Plastry wosku są bardzo kruche, ale jeśli się ich nie dotyka, mogą przetrwać niezwykle długo. Wosk znajdowano przecież nawet w egipskich grobowcach.

Stąd twoja fascynacja ulami i pszczołami?

Mam siedem uli. Rzeźby stają się dla pszczół naturalnym przedłużeniem ula – owady zasiedlają puste przestrzenie wewnątrz form i budują tam plastry. To proces, który ich nie osłabia, lecz daje im dodatkową przestrzeń do rozwoju. Mam królowe z zeszłego roku i nie chcę, aby część rodzin wyroiła się w tym sezonie, dlatego niektórym zapewniam więcej miejsca do ekspansji. Pszczoły wykorzystują wnęki rzeźb jako kolejne nadstawki ula, rozszerzając swoje środowisko w całkowicie naturalny sposób.

Skąd wziął się pomysł na zaangażowanie do współpracy pszczół?

*Reklama

Zaczęło się od mojej cioci, która była pszczelarką. Mój dziadek zajmował się pszczołami przez ponad pięćdziesiąt lat, dlatego pszczelarstwo od zawsze było częścią mojego życia. Z czasem zaczęła mnie fascynować symbolika roju i pszczelich plastrów w zestawieniu z ludzkim ciałem.

W pracy z materiałami zawsze ważna jest dla mnie ich warstwa znaczeniowa. Tak było choćby w przypadku portretu babci wykonanym z gliny i kłosów zbóż zamiast włosów, albo przy portrecie dziadka stworzonym z plastrów i pszczelego wosku. W ten sposób stopniowo zaczęłam zgłębiać historyczną symbolikę uli i pszczół. Szczególnie zaintrygował mnie motyw bugonii – to starożytne przekonanie, że z martwego zwierzęcia mogą narodzić się pszczoły. W czasach kryzysów, wojen czy katastrof ludzie wierzyli, że poprzez ofiarę ze zwierzęcia można przywrócić równowagę między człowiekiem, naturą i bogami. Dziś brzmi to absurdalnie, ale interesuje mnie, dlaczego człowiek starożytny potrzebował takich rytuałów i dlaczego tak głęboko w nie wierzył.

Dziękujemy!
( Rozmowa ) ( Joanna Ruszczyk )

Żeby przyroda znów stała się dzika. Rozmowa z artystą Krzysztofem Maniakiem

Niedawno napisał do mnie Mariusz Szczygieł. Wspomniał o przypadku z muzeum medycyny sądowej we Wrocławiu, gdzie w ciele wisielca odnaleziono pszczele plastry – pszczoły wykorzystały ciało wiszące tam przez wiele lat jako przestrzeń do życia. To może wydawać się makabryczne, ale właśnie takie historie mnie fascynują: moment, w którym natura przejmuje coś martwego i nadaje temu nowe życie.

Czy twoim zdaniem sięganie do przeszłości może dać nam odpowiedzi na współczesne kryzysy?

Tego nie wiem – ale interesuje mnie duch człowieka starożytnego i to, że mimo całej nowoczesności wciąż pozostajemy w pewnym sensie barbarzyńcami. Nie wierzymy już w greckich bogów, ale nadal próbujemy radzić sobie z kryzysami klimatycznymi czy społecznymi poprzez różne współczesne formy wiary. Mam na myśli teorie spiskowe, alternatywne duchowości i nowe ideologie. Nasze ciała są nowoczesne, ale duch wciąż pozostaje antyczny. Dlatego plaster pszczeli jest dla mnie symbolem nie tylko natury, ale też tej dawnej, archaicznej duszy człowieka, która wciąż w nas istnieje mimo postindustrialnej rzeczywistości.

Dziękujemy!

Anna Hulačová, „Kraina obfitości”, fot. HaWa

Masz poczucie, że odbiorcy odczytują te niuanse w twoich rzeźbach?

W przypadku historycznych odniesień, takich jak bugonia, zwykle muszę je ludziom opisać. Ale często spotykam się z inną reakcją, zwłaszcza tutaj, na wsi. Ludzie mówią mi czasem, że robię „komunistyczne rzeźby”, bo beton jest ciężki i monumentalny. A ja rzeczywiście inspiruję się także estetyką przedwojennego modernizmu, futuryzmu czy cywilizmu, które rozwijały się, kiedy industrializacja i technologia budziły w społeczeństwie nadzieję na lepszą przyszłość.

Interesuje mnie właśnie ta utopijna wiara w postęp i zestawianie jej z dzisiejszym nastrojem społecznym, który jest znacznie bardziej dystopijny. Lubię szukać paraleli między współczesnością a historią – zarówno starożytnością, jak i średniowieczem – bo mam poczucie, że pewne mechanizmy i emocje stale powracają.

Realizowałaś kiedyś projekty do przestrzeni publicznej?

Tak, raz stworzyłam rzeźbę dla instytucji. Nigdy jednak nie zostałam zaproszona do współpracy przez dużego dewelopera ani inwestora, a być może zgodziłabym się na taką propozycję – zależnie od miejsca i kontekstu.

Rzadko startuję w konkursach, bo nie chcę tracić energii na projekty, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Prowadzę natomiast rozmowy z władzami pewnego miasta na temat przyszłej współpracy. To dla mnie lepszy model – mogę przygotować pracę najpierw w ramach wystawy, a później przenieść ją do przestrzeni publicznej.

Przy takich realizacjach muszę jednak myśleć bardziej praktycznie. Miałam już doświadczenia z wandalizmem i wiem, że materiały w przestrzeni publicznej muszą być wyjątkowo trwałe. Lubię eksperymentować z papierem, słomą czy ceramiką, ale łatwo ulegają one zniszczeniu. Dlatego coraz częściej myślę o bardziej odpornych materiałach, jak beton czy aluminium.

Dziękujemy!

Anna Hulačová, „Kraina obfitości”, fot. HaWa

Zakładam, że nie pracujesz nad rzeźbami sama.

Bardzo pomaga mi mój mąż, świetny rzeźbiarz Václav Litvan, który kiedyś zmusił mnie do przygotowywania modeli rzeźb, a dziś realizuje między innymi metalowe konstrukcje i szkielety moich prac. Miałam stażystkę z Francji, często korzystam też ze wsparcia zaprzyjaźnionych rzeźbiarek — Kláry Paclíkovej, Veroniki Přikrylovej i Jindřiški Jabůrkovej — które przy większych realizacjach przyjeżdżają do Klúčova i intensywnie pracują ze mną nad rzeźbami.

Wspominałaś, że masz dość intensywny grafik na kolejne 2 lata. Zapomnij o wszystkich tych planach na chwilę i zastanów się, co byłoby twoim artystycznym marzeniem tu i teraz.

Mam takie marzenie, o którym chyba aż boję się mówić na głos. Od lat prowadzimy organizację zajmującą się sadzeniem drzew owocowych przy drogach w naszej okolicy. Chciałabym stworzyć w naszym miasteczku przestrzeń dla lokalnej społeczności – miejsce, w którym po zbiorach owoców z drzew, które sadziliśmy wiele lat temu, moglibyśmy organizować wspólne wydarzenia, angażować dzieci i szkoły, do których chodzą. Marzy mi się miejsce otwarte dla wszystkich, gdzie moglibyśmy wspólnie cieszyć się tym, co daje nam nasza ziemia.

Nie byłaby to dosłownie rzeźba, ale raczej forma społecznej rzeźby – przestrzeń zbudowana na relacjach, wspólnej pracy i trosce o krajobraz oraz lokalną wspólnotę.

Anna Hulačová, „Kraina obfitości”
Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
16 maja – 5 lipca
kurator: Stanisław Małecki

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.