Reklama

To nie jest film o tym, jak ratować rzekę, tylko dlaczego mamy ją ratować. „Przynoszę ci dzikość” na MDAG

Joanna Ruszczyk
film
wywiad
9.05.2024
16 min. czytania

Pewnie powrót do natury jest niemożliwy, ale najciekawsze wydaje mi się pokazać ludziom, że te piękne, dzikie miejsca są cały czas blisko nas, na wyciągnięcie ręki. Wywiad z Dybą i Adamem Lach.

Jak trafiliście na Michała Zygmunta, muzyka i łowcę dźwięków odrzańskich, który jest bohaterem waszego dokumentalnego debiutu „Przynoszę ci dzikość”? 

Dyba Lach: Michała odkrył dla nas, i pewnie szerszego grona, Filip Springer, który jeździł do Michała rozmawiać o nagraniach terenowych. Potem robiliśmy odcinek podcastu „Tak wiele zależy od czerwonej taczki” o słuchaniu świata i nagraliśmy z Michałem długi wywiad. Opowiadał wtedy, jak to jest, kiedy przełączamy się z patrzenia na słuchanie, kiedy próbujemy być w przyrodzie, w bezruchu. Że w brzmieniu ptasich śpiewów są powtarzalne melodie, które nasza ludowość wykorzystywała do budowania linii melodycznych. Już wtedy byłam zafascynowana Michałem – jego głosem, a także tym, w jaki sposób opowiada. Michał jest niezależny, nieuchwytny, ciągle w ruchu. Za tym chyba wszyscy tęsknimy – pozamykani w rytmach dnia, obowiązków, w korpo. Michał ma w sobie rodzaj wolności, który jest absolutnie fascynujący. 

Adam Lach: Potem był festiwal „Miedzianka po drodze”. Michał na festiwalu grał codziennie koncert na zamknięcie dnia. To był 2022 rok. Odra płynęła martwa. Płonęła. Michał w muzykę wplatał gawędę nadodrzańską, efekt był wyjątkowo przejmujący. Czuliśmy, że przeżywa żałobę. Przez kilka tygodni w mediach było głośno o katastrofie, bo rzeką płynęły miliony martwych ryb – to było „zjawiskowe”, było co pokazać. A potem nastała cisza. 

Ludzie nad Odrą zostali z tym sami. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. To była jedna z największych, jeśli nie największa, katastrofa związana z rzekami w Europie. Znajomi zza granicy nie wierzyli, jak o tym opowiadałem. Było mi głupio i wstyd, byłem przerażony, że nikt nie wziął za to odpowiedzialności. I wtedy, pod koniec stycznia, Michał wrzucił post, że płynie od Bugu do Odry, żeby swojej rzece symbolicznie zwrócić dzikość, żeby nie zapominać o tym, co się stało. Dziesięć minut po tym, jak wrzucił ten post, zadzwoniliśmy do niego, czy by nie wziął nas z sobą. Podróże Michała to były zawsze jego prywatne doświadczenia, raczej nie zabiera ludzi w swoje rejsy. Ale tym razem otworzył się, żeby móc o sprawie Odry opowiadać, otworzył się też na nas, żebyśmy i my mogli o tym powiedzieć. Wyszła z tego ogromna, 40-dniowa wspólna podróż. 

Michał Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

To, co wydarzyło się z Odrą latem 2022 roku, to apogeum katastrofy. Ona trwa od lat. I wciąż są zrzucane do rzek zasolone wody z kopalni — nie tylko do Odry, ale też, na przykład, do Wisły. 

D.L.: W niektórych miejscach Wisła jest bardziej zasolona niż Odra, a nawet Bałtyk! Ale jest mniej przekształcona przez człowieka niż Odra, to jej pomaga.

Michał przepłynął od dzikiego Bugu do mocno zdegradowanej Odry. Symboliczne.

A.L.: Na Bugu było pięknie. Miałem na przykład ujęcie, kiedy obserwowałem fale na rzece. To było magiczne. Rzeka, fale mają w sobie coś pierwotnego. Te poranki… W deszczu, jest zimno, nieprzyjemnie, ale robisz kawę, patrzysz i nagle… Co tam się działo! Tu żurawie, tu sikorki, tam dzięcioły. Kaczki, przelatujące łabędzie… Mnóstwo nowych dźwięków. To niezwykłe, jak cały ten ekosystem się odpala. To wszystko się działo obok domów, ludzie to mają na wyciągnięcie ręki. My to mamy!

1300 kilometrów. 40 dni. Mieszkać na łódce przez ponad miesiąc, przepłynąć wszerz Polskę – to chyba nie była łatwa wyprawa?

D.L.: Na półtora miesiąca zamieszkaliśmy w samochodzie i śledziliśmy Michała z brzegu. Wynajęliśmy drugą łódkę na Wiśle, bo Wisła jest tak potężna, że trudno z brzegu kogoś na niej zauważyć, ciężko do niej podjechać. Nie mieliśmy żadnej ekipy, przyczepy czy innych wygód. Spaliśmy w samochodzie. To jeden aspekt – poziom intymności, który chcieliśmy mieć z Michałem. Drugi to doświadczenie rzeki, które jest możliwe tylko wtedy, kiedy wejdziesz w rytm dnia i nocy tak, jak wyznacza go słońce. Żyliśmy od piątej do dwudziestej pierwszej, bo wtedy ekosystem rzeki żyje. 

A.L.: Michał spał cały czas na małej drewnianej łódce, bez kajuty. Z płachtą służącą za namiot.

To nie jest łatwa robota. To wyjście ze swojej strefy komfortu. Były niefajne warunki – deszczowo, wietrznie, zimno. Przedwiośnie. Na rzece najgorszy nie jest deszcz, ale wiatr. Na Warcie tak oberwaliśmy wiatrem, że myślałem, że nie dopłyniemy. Widziałem, jak nim łopocze na łodzi. Ale nie odpuszczał, płynął. 

D.L.: Mnie się wydaje, że Michał podjął tę decyzję o rezygnacji z komfortu dawno temu, a teraz w nią bardziej wchodzi. Ta podróż była dla nas wszystkich zupełnie pozbawiona komfortu. Zmieniło nas to. Szybko staliśmy się grupą, która przeżywa razem. Doświadczenie bycia na rzece było doświadczeniem braku komfortu, który nie wpływa na jakość twojego życia, on po prostu wpływa na sposób twojego doświadczania świata.

Michał Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

Rozpoczęliście podróż od wschodu, od muru na granicy. Mocny początek.

D.L.: Michał chciał zacząć na Lubelszczyźnie, ale okazało się, że cała rzeka jest tam obłożona drutem kolczastym i nie ma gdzie zwodować łódki. Przerażające. Wystartowaliśmy we wsi Gnojno, w północnym lubelskiem. W miejscu muru, który okazał się mniejszym problemem, bo jest w jednym punkcie rzeki. 

A.L.: Przepływaliśmy obok tego muru. To, co dzieje się na granicy, nie było naszym tematem, ale jednak chcieliśmy to jakoś zaznaczyć – pokazać ten mur z perspektywy wody, rzeki. Wygląda naprawdę przerażająco. Michał mija go kompletnie bezradny, nie może nic z tym zrobić. 

Czy wasz film też jest o tym, że powrót do natury jest trudny, a może niemożliwy, właśnie ze względu na poziom komfortu, który osiągnęliśmy? Trudno byłoby z niego zrezygnować.   

D.L.: Wydaje mi się, że ten film nie jest do końca o powrocie do natury, a o tym, że jesteśmy jej częścią i czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie? Oddychamy powietrzem dzięki temu, że fitoplankton żywi się odchodami wielorybów. Mamy wodę w rzekach, bo deszcz, który spada, jest filtrowany przez bagna, i dzięki temu mamy wodę do picia. To są przeróżne zależności. Jest coś zaskakującego i dziwnego w odklejeniu człowieka od natury, które nastąpiło najprawdopodobniej w ciągu jednego-dwóch pokoleń. Zamykamy się w komfortowych apartamentach w wielkich miastach albo komfortowych willach na wsiach – nie mowię oczywiście o grupie ludzi w społeczeństwie, którzy żyją w ubóstwie. Cywilizacyjnie idziemy w stronę radykalnego komfortu, na który nas nie stać. Niełatwo jest w mieście poczuć, że jesteśmy przyrodą, a woda w kranie to też jest przyroda. 

Pewnie powrót do natury jest niemożliwy, ale najciekawsze wydaje mi się pokazać ludziom, że te piękne, dzikie miejsca są cały czas blisko nas, na wyciągnięcie ręki. To nie jest film o tym, jak ratować rzekę, tylko dlaczego mamy ją ratować. Chcemy dać odbiorcy pewne wrażenie: rzeka jest ważna. Nie chodzi tylko o konkretne zasoby, jak słodka woda, czy pójście na spacer w ładne miejsce, ale o rodzaj duchowego połączenia z przyrodą. 

A.L.: Nie używaliśmy dronów, chcieliśmy pozostać przy perspektywie ludzkiej, ziemnej, bliskiej odbiorcom. Kolorystyka filmu jest najbardziej zbliżona do naturalnej. Dzikość, której doświadczyliśmy, którą widać w filmie, to nie jest jakiś inny kontynent – często jesteśmy kilkadziesiąt metrów od domów ludzi, tylko oni się odwrócili od rzeki.

To prawda, dzisiaj ludzie prędzej polecą zagranicę, niż pójdą nad rzekę, która płynie obok. 

D.L.: Choć to się też zaczęło zmieniać, kiedy przestaliśmy traktować rzeki jako odbiorniki ścieków. Kiedy zaczęły powstawać oczyszczalnie ścieków nad Wisłą, Warszawiacy zaczęli wracać nad rzekę, bo przestała śmierdzieć. Odwrócenie od rzek wynikło z ich degradacji.

A.L.: Ciekawe, że często architektura odzwierciedla nasz stosunek do rzeki. Nad Bugiem –  mówię o części Bugu na Lubelszczyźnie – domostwa są skierowane do rzeki, otwarte na rzekę. Albo nad Odrą, gdzie mieszkał Michał, w Chobieni – tam wszystkie domy są na skarpie i patrzą na rzekę. Ale kiedy wpłynęliśmy na Mazowsze, nie sposób było dotrzeć nad rzekę, żeby nie przechodzić przez ogrodzone gospodarstwa. Ludzie są tu wręcz zamurowani od rzeki, ona płynie sobie zupełnie zapomniana.

D.L.: Już nie mówiąc o tym, że te domy są stawiane zbyt blisko rzeki i dlatego rzeki są regulowane, obwałowywane, betonowane. 

03.04.2024 Michał Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

Zabudowa terenów zalewowych – ogromny problem. Na przykład za ulicą Bartycką w Warszawie powstają osiedla z parkingami podziemnymi. Na stronach deweloperów są czasem zdjęcia wału przeciwpowodziowego z opisem „osiedle blisko natury”. 

D.L.: Zawady są zalewane regularnie. 

A.L.: Jak na Kozanowie we Wrocławiu idzie wysoka woda, to ludzie wiedzą, że zaraz pójdzie wał i zjeżdżają samochodami, których nie używają, żeby odszkodowanie z ubezpieczenia dostać. Widziałem to na własne oczy lata temu. Jeszcze zostawiali uchylone okna, żeby szybkiej woda się wlała.

Pokazujecie w filmie rzekę piękną, zachwycającą, ale też rzekę – żywioł.

D.L.: Nauczyliśmy się respektu do rzeki od ludzi, których spotkaliśmy podczas podróży. Bug jest dziki i wylewa. W tym roku na przykład rozlał się i poniszczył trochę domów. Ale ludzie tam znają roczny rytm rzeki, wiedzą, jak ona żyje. Jeśli mają zbudowane domy na skarpie, to po drugiej stronie rzeki są rozlewiska, żeby mogła się wylać. Ci ludzie wiedzą, dokąd woda dojdzie. To nic, że to jest ich ziemia. O tym wspaniale opowiada Ewa Drewniak, która towarzyszyła Michałowi na Wiśle. Jej dziadkowie, mieszkający nad Odrą, wiedzieli, kiedy rzeka przyjdzie — miała prawo przyjść, to było prawo rzeki.

A.L: Lokalni ludzie i dzisiaj nie są obojętni. Pokazała to katastrofa w Odrze. Niemal na całej długości rzeki ludzie przychodzili nad nią i krzyczeli. Lokalne ruchy są bardzo ważne w ochronie przyrody — rzek, jezior, lasów. To uwrażliwienie jest kluczowe myślę. 

03.04.2024 Poland Michal Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

Pokazujecie zderzenie dzikości rzeki i jej ujarzmienia, zabetonowania. Michał musi przeprawić się przez jaz w Bydgoszczy. 

D.L.: Nie chcemy pokazywać, że to jest czarno-białe. Niemożliwe jest, żeby w XXI wieku puścić rzeki wolno i wysiedlić wszystkich ludzi, którzy mieszkają blisko rzek. My walczymy o nieduże ustępstwa i niewielkie obszary, które mogą pozostać dzikie, przestać być transformowane przez człowieka. 

A.L.: Chcieliśmy sprowadzić widza do doświadczenia rzeki. Jesteśmy w filmie w dzikości i nagle wpływamy do miasta, w beton, pod most, gdzie jest huk, inwazyjność. A potem znów jest dzika Wisła z budzącymi się łabędziami. Może ten obraz coś zrobi widzom na głębszym poziomie?

D.L.: Śluz było kilka na trasie, Michał zderzył się z machiną Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.To instytucja, która bardziej się zajmuje mostami i śluzami niż samymi rzekami. Zresztą rzeki podlegają cały czas pod Ministerstwo Infrastruktury, a nie Środowiska i Klimatu – to wiele tłumaczy. Śluzy służą temu, żeby mógł istnieć transport wodny, co w epoce przemysłowej i po-przemysłowej miało duże znaczenie, ale dzisiaj, w czasach niedoboru wody w rzekach, nie do końca ma sens. 

Był, może wciąż jest, plan budowy międzynarodowej drogi wodnej E-40, która miałaby połączyć Bałtyk z Morzem Czarnym, co wiązałoby się między innymi z regulacją, pogłębianiem Bugu. Mam nadzieję, że nowa władza nie będzie tych planów realizować. 

D.L.: W pomyśle na drogi wodne była nuta tęsknoty za wielką Polską. W tym momencie to mityczna opowieść. Dlaczego Michał wyruszył w podróż wiosną? Bo wtedy jest woda w rzekach. Tu się w zasadzie kończy opowieść o drogach wodnych.

Michał Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

Michał płynął z córką Kariną. To też film o relacji ojca z nastoletnią córką, może o sytuacji nastolatków dzisiaj – katastrofa w Odrze może być symbolem katastrofy klimatycznej?

D.L.: Pokusa, żeby opowiedzieć więcej o ich relacji była ogromna. Skupiliśmy się jednak na pokazaniu troski ojca o córkę, bo to właśnie ona jest motorem napędowym do walki o dzikość, o przyszłość przyrody – to walka o lepszy świat dla dziecka. Ten wątek wydał nam się istotny. Jest ruch społeczny wśród rodziców, którzy uświadamiają sobie, że ich dzieci mogą nie mieć jasnej przyszłości. Ta świadomość odpala ich do zaangażowania klimatycznego, niekoniecznie aktywizmu, ale do różnego rodzaju działań wspierających walkę o klimat, żeby ich dzieci miały przyszłość. 

Michał jest wspaniałym ojcem. Raz musiałam odejść na bok i rozpłakałam się ze wzruszenia, kiedy usłyszałam ich rozmowę. Marzyłabym, żeby usłyszeć takie słowa od ojca, jak miałam tyle lat, co Karina.

Ile ma lat?

Jedenaście miała wtedy, teraz dwanaście. 

Jak Karina dała radę w tej długiej, trudnej podróży?

D.L.: Dała, bo jest silną, wspaniałą młodą dziewczyną, która nie boi się chłodu i niewygód. Rozumie wszystko. Karina trenuje akrobatykę. Cały czas była w ruchu zakrzywiającym grawitację. 

A.L. Przelatywała mi przez kadr. 

D.L.: Po podróży pomyślałam, że to była też próba wyciagnięcia dziewczynki, młodej kobiety z  telefonu, z sieci, do której oczywiście jest podłączona. Michał rozkładał wieczorem namiot na łodzi i przygotowywał nocleg, a ona nagrywa TikToki na środku łąki. 

Jest w filmie scena z autobusem. Michał, taki spokojny facet, nie wytrzymuje, jest trochę agresywny. A kierowca mówi mu „to nie oddychaj!”. Odebrałam ją trochę symbolicznie – wszystko może w końcu pęknąć, wybuchnąć. 

A.L.: Nie wytrzymał. Tak właśnie wygląda rozmowa z ludźmi, którzy nas trują. Ta scena jest poprzedzona sekwencją umierających ryb. 

Michał Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach

Film nie jest napakowany informacjami. Nie jesteście nachalni, edukacyjni.

D.L.: Katastrofa jest punktem wyjścia, ale jest w tle. Nie nazywamy sprawców, dajemy tylko sygnały, które mogą się zlepić w całość. Widz sam może wejść w tę historię, niezależnie od backgroundu. W dzisiejszych czasach jest chyba tak, że wszystko musi być konkretnie, bezpośrednio wyjaśnione. Nam chodziło o uwrażliwianie. Łatwo jest zgubić piękno przyrody, choć  wywołuje ogromne poczucie tęsknoty. W takich odbiorców celujemy.

A.L.: Mateusz Romaszkan, montażysta, dał nam odwagę, żeby nie tłumaczyć wszystkiego dosłownie, żeby się nie bać niedopowiedzeń, emocji. Powtarzał nam: „Zaraźcie ludzi rzeką!”.

Myślicie, że forma filmu dokumentalnego zadziała? 

A.L.: Szukamy języka, nowych środków. Mamy premierę na Millennium Docs Against Gravity. Może uda się trafić na kolejne festiwale, do jeszcze szerszej publiczności i zupełnie innych mieszkań.

D.L.: Biorąc pod uwagę, że 99% polskich rzek polskich jest w złym stanie, to żyjemy na tykającej bombie. Sytuacja, która się wydarzyła z Odrą, może się wydarzyć wszędzie. Ale okazało się, że to problem kilku przyrodników, aktywistek, ekologów – niewielkich grup ludzi. Przygnębiające. Zaczęliśmy się zastanawiać, jakich innych dróg opowieści szukać, skoro dziennikarski kanał nie działa.

Ludzi walczących o przyrodę jest niewielu w skali świata. W zasadzie wszystkie ręce na pokład i wszystkie formy dozwolone! My jesteśmy słabi w protesty, więc szukajmy czegoś innego.   Profesor Szymon Malinowski często mówi, że jeśli chodzi o globalną zmianę w ochronie przyrody, potrzebni są nie wszyscy, a tylko cztery procent ludzi. Cztery procent, żeby wymóc jakieś działania, na przykład na politykach. Niedużo nas potrzeba, żeby coś się zmieniło w świecie.

Film „Przynoszę ci dzikość” można zobaczyć w ramach festiwalu MDAG.

03/04.2024 Poland Michal Zygmunt podczas swojej symbolicznej podróży z Bugu na Odrę. Fot.: Adam Lach


Daty pokazów:

12 maja, 18:30
Iluzjon, sala Stolica
14 maja, 14:45
Kinoteka, sala 7
16 maja, 16:00
Atlantic, sala B
19 maja, 12:30
Iluzjon, sala Stolica

***

A jeśli szukacie dokumentów polecanych przez magazyn Mint, to szukajcie
filmów oznaczonych naszym logo. Oto kilka naszych poleceń:

Avant Drag

Grecja, 2024, 93 minuty
Film o dziesięciu greckich drag queens, które wychodzą na ulice Aten, aby
kwestionować, problematyzować i podważać obowiązujące społeczne normy i
ograniczenia.

„Rave”

Polska, reż. Łukasz Ronduda, Dawid Nickel, 2024, 79 min

Opowieść o polskiej kulturze techno, muzyce, która stała się elementem dyskusji
o klasowości polskiego społeczeństwa.

Michel Gondry: zrób to sam

Francja, reż. François Nemeta, 2023, 80 min

Dokument poświęcony jednemu z najbardziej rozpoznawalnych reżyserów kina
alternatywnego. Twórca „Zakochanych bez pamięci” czy prezentowanego na
MDAG dokumentu „Czy Noam Chomsky jest wysoki czy szczęśliwy?”, tym razem
po drugiej stronie kamery.

Jeszcze nie jestem tym, kim bym chciała

Czechy, Słowacja, Austria, reż. Klára Tasovská, 2024, 90 min

Dokument poświęcony awangardowej czeskiej fotografce Libuše Jarcovjákovej. Film niezwykły, bo zbudowany wyłącznie na zdjęciach czeskiej artystki. Po seansie w sobotę 11 maja zapraszamy na spotkanie prowadzone przez redaktora naczelnego magazynu Mint.