Pożegnanie z Lewandowskim. Zbigniew Rokita o piłkarskim Euro i kibicowaniu

Zbigniew Rokita
felieton
sport
11.06.2024
6 min. czytania

Kibicowanie jest opętaniem, które trudno wyegzorcyzmować. Jest uzależnieniem, a najgorszy głód przychodzi latem, w latach nieparzystych. Wówczas w czerwcu i lipcu w świecie sportu dzieje się niewiele, a w świecie piłki – jeszcze mniej. Łatwiejsze są lata parzyste – wówczas sport można ćpać na okrągło.

Rok 2024 należy do łaskawych. Tylko w ostatnich tygodniach przeżyłem kilka momentów, które sprawiły, że jestem pełniejszym, piękniejszym człowiekiem. To moment, gdy paranormalny, niepokonany w historycznych 51 spotkaniach z rzędu, Bayer Leverkusen Xabiego Alonso zdobywał tytuł bundesmajstra, a kibice Aptekarzy postanowili sami zakończyć spotkanie, z radości wybiegając na murawę. To chwila, gdy Iga Świątek, będąc w bardzo trudnej sytuacji, wykazała się diamentowym umysłem i wygrała mecz z Naomi Osaką na Roland Garros: mecz, którego nie dało się wygrać. To pożegnanie Jürgena Kloppa w Liverpoolu czy szlagierowy mecz ligi kosowskiej KF Llapi z KF Drita, na który pojechałem. Bycie kibicem to moja szósta, może piąta najważniejsza tożsamość.

Teraz zaś Euro – tu, gdzie mieszkam, zwane często Ojro. Turniej, który rozpoczyna się w piątek, a o którym niemal się nie mówi. 51 meczów piłkarze rozegrają na 10 niemieckich stadionach – 9 z nich leży w dawnych Niemczech Zachodnich, a jeden w dawnych Niemczech Wschodnich. Może ma to znaczenie, na przykład w kontekście niedawnych wyborów do Parlamentu Europejskiego i geograficznego poparcia dla AfD, a może nie ma żadnego. Zgadywałbym jednak, że ma.

Zaczyna się 200 godzin, podczas których najbardziej czuję się Polakiem. Będę kibicował Polsce, bo duchem kibica przeszedłem przez osmozę, bo komuś kibicować muszę, a komu innemu miałbym kibicować, jak nie Polsce. Nie istnieje reprezentacja Górnego Śląska, choć istnieją reprezentacje takich regionów jak Walia czy Wyspy Owcze. Nie istnieje reprezentacja Górnego Śląska, bo w przededniu I wojny światowej ze zderzenia dwóch koncepcji reprezentacji – drużyn państw i drużyn narodów – wygrała ta pierwsza. Będę więc kibicować Polsce, bo jestem kibicem plemiennym, a nie kibicem pięknego sportu. Taką osobą jest Basia i jej tego zazdroszczę – dla niej najważniejsze są właśnie piękno, emocje, pasja. U mnie inaczej – jako kibic jestem nacjonalistą i potrzebuję mieć swoich oraz nie-swoich.

Robert Lewandowski,materiały PZPN

Na tym turnieju ostatecznie pożegnam się z członkami reprezentacji, która jako jedyna nigdy mnie nie zawiodła – kadry Adama Nawałki z Euro 2016, z której pozostali jeszcze Kamil Grosicki, Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski. Moje pokolenie nie miało większych momentów niż niestrzelony karny Błaszczykowskiego, który przesądził o tym, że Polska nie awansowała do półfinału w tamtym turnieju. Moje pokolenie nie miało swojego Piechniczka albo Górskiego, moim Bońkiem jest Krychowiak, moim Lubańskim Milik. I pewnie do końca życia będę musiał znosić przewagę starszych, którzy moje nieliczne chwile entuzjazmu studzą i przelicytowują własnymi wspomnieniami z 1974 czy 1982.

Pożegnanie się z Lewandowskim i Grosickim będzie dla mnie istotne również dlatego, że to ostatni polscy piłkarze w kadrze, którzy są ode mnie starsi. Później już zawsze to ja będę starszy od piłkarzy – a chyba wciąż nie jestem na to gotowy.

Kamil Grosicki, materiały PZPN

Z obliczeń wynika, że powinno być dobrze, mamy tych wszystkich Zielińskich, Lewandowskich, Kiwiorów i Bereszyńskich – jednak zapewne nie będzie. Według bukmacherów Polska ma bardzo małe szanse na zwycięstwo. Polska pozostanie mistrzem Polski, wyżej nie podskoczy. Poza tym, co to znaczy dobrze? Wojciech Szczęsny powiedział, że życzy sobie „niewstydliwego” występu, przypominając, że między wstydem i dumą jest coś jeszcze – można ponieść zwycięstwo lub odnieść porażkę.

Jednak gdy Polska odpadnie, nie będę długo cierpiał. Po pierwsze, byłem do tego socjalizowany całe kibicowskie życie i bardziej nawykłem do Polski porażek niż Polski zwycięstw. Trudno, aby było inaczej w kraju, który jasno zapisał w hymnie: „Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”. Po drugie, w tym, że Polska odpada w turniejach, znajduję istotną korzyść: kończy się narodowe wzmożenie, pojawiają się błyskotliwe memy, a ja wówczas lubię wsiadać do komunikacji zbiorowej i na gapę kibicować pobliskim krajom, mecze oglądać w sąsiednich uniwersach. Mogę to robić, gdyż mam niedaleko do państw: Czech, Słowacji, Niemiec, Austrii czy na Węgry. I zrobiłem tak na przykład podczas ostatniego Euro. Gdy odpadła wówczas Polska, awansowały rewelacyjne Czechy. Wsiadłem więc w autobus do Ostrawy i po godzinie z górką byłem na miejscu, w mojej ukochanej hospodzie, tej po schodkach przy ulicy Nádražní. I tam na gapę kibicowałem, tam oglądałem zwycięstwo 2:0 z Holandią, tam również kilka dni później widziałem, jak Czesi przegrali z Danią 1:2. Było cudownie, choć chyba z Marcinem kibicowaliśmy głośniej niż miejscowi.
W mojej głowie Polska to reprezentacja Schrödingera – jednocześnie wiem, że nie wyjdzie z grupy, i wierzę, że pokona Francję i Holandię. Ale gdy kończy się naiwność, kończy się też kibicowanie. Sport jest wielki wówczas, gdy przekracza sam siebie i z kopania piłki staje się fabułą.

Wojciech Szczęsny, materiały PZPN

Mi Ojro wystarczy, ale ci, którzy chcą ćpać jeszcze więcej sportu, przerzucą się nocą na transmisję ze Stanów Zjednoczonych, gdzie również na przełomie czerwca i lipca rozgrywana będzie Copa América, a Amerykanie będą ćwiczyć organizację wielkich imprez przed mundialem 2026.

Dla mnie jednak byłoby to już za dużo. Zwłaszcza że zaraz po tym, jak zakończą się Mistrzostwa Europy, weźmiemy w domu głęboki oddech – i przełączymy na letnie Igrzyska w Paryżu. I wówczas wszystko zacznie się od początku.


Zbigniew Rokita jest reporterem i dramaturgiem. Laureat nagrody Nike, autor książek, między innymi „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” i „Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych”.