Windows 2026. Dlaczego polska klasa średnia pokochała wielkie okna
( 13.05.2026 )
A zza niebiańskiej chmurki śmieje się do nas nieboszczka Gumowska, szczęśliwa, że nadal jesteśmy jej posłuszni. „Bez firanek pokój wygląda jak pusty, nie urządzony”, pisała pół wieku temu z okładem ta wszechpolska Ciotka Dobra Rada.
Wymyśliłem kiedyś dla hecy, że w Polsce po kryjomu tresowano szczenięce wersje Sztucznej Inteligencji i że wrzucono je w obszar architektury mieszkaniowej. Chyba tylko tak da się objaśnić formy wielu nowych osiedli, domów oraz rzuty mieszkań z korytarzami większymi od pokoi, ciemnymi kuchniami, sypialniami o mikroproporcjach. Architekci odpalili Sztuczną, a sami zajęli się zbijaniem bąków (zamiast fortuny) oraz lamentami, jak to się ich nie szanuje.
Prawdopodobieństwo, że projektantką była młoda i durna AI wzrasta, gdy w obliczeniach weźmiemy pod uwagę okna w nowych inwestycjach. W podmiejskich szeregach domków mamy już często nie okna czy drzwi do ogrodu, a coś jak witryny sklepowe, szklone od góry do dołu, co jest miłe, gdy przed tymi witrynami rozpościerają się lasy i łąki, a podgląda nas zbłąkany jelonek. Widać jednak z takiego okna przeważnie innych jeleni, którzy kupili łanowe szeregowce z takimi samymi witrynami, jakieś 10 metrów od naszego. My oglądamy ich w lichym metrażu (parter segmentu to często jedno mieszkanie, a piętro – drugie), oni lustrują nas. Do południa słońce robi szklarnię z ich pokoju, potem – z naszego.
Entuzjaści na to: wreszcie jesteśmy jak Holandia. Tam domki małe, okna duże, od wieków nikt się nie zasłania, bo pełne cnót żony marynarzy nie miały nic do ukrycia przed sąsiedzkim monitoringiem. To jednak diagnoza od czapy, bo w holenderskim DNA jest jeszcze miks innych, nieobecnych u nas zjawisk, jak np. doskonała organizacja społeczna, skromność, skąpstwo, nałóg rowerowy oraz zwyczaje kulinarne: wsuwanie strasznych zup czy też dosłowne pożarcie rządzących krajem przez rozwścieczony tłum. To ostatnie niby raz i dawno, w 1672 roku, ale jednak. Z cnotą na pokaz zresztą też u nas słabo, bo za wielkimi oknami marszczą się zasłony, firanki zbierają roztocza i blakną porozwijane rolety – w tym tak zwane plisy, suwane z dwóch stron, które mogą robić za ersatz dolnej partii ściany (zamiennie z klejoną na szybach matową folią).
Na taki widok wydobywa się z głębin mózgu wspomnienie szklonych pawilonów z PRL-u, okraszanych koronkami firanek przez personel, który nie chciał robić za okazy w modernistycznym terrarium. A zza niebiańskiej chmurki śmieje się do nas nieboszczka Gumowska, szczęśliwa, że nadal jesteśmy jej posłuszni. „Bez firanek pokój wygląda jak pusty, nie urządzony”, pisała pół wieku temu z okładem ta wszechpolska Ciotka Dobra Rada. „I odwrotnie – prawie pusty pokój, jeśli ma ładne firanki, sprawia wrażenie umeblowanego”. Idealny patent na za drogie meble. W ogóle była to ciotka-patent: uprane firanki radziła płukać w wodzie po makaronie.
Z wodą po kluchach żaden problem, ale wzrósł areał szyb do zasłaniania. Dzisiejsze wielkie okna to efekt spisku gangu roleciarzy i lobby firankowego. To one stoją za internetowymi tekstami, które kuszą informując, że „bryła budynku o dużym przeszkleniu prezentuje się niezwykle stylowo i prestiżowo”, albo że szklany dom „olśniewa luksusem i pięknem”. Podbite w taki sposób pragnienie Luksusu i Prestiżu, zwrotów używanych u nas wciąż nieironicznie, stoi pewnie za powszechną zgodą na wielkie okna z widokiem na inne wielkie okna, widoczne za nimi rodziny, ich telewizory wielkości dawnych okien, kuchenne wyspy, termomiksy, samobieżne odkurzacze i pieski.
Ilustracja wygenerowana przez AI
Nakarmiona takimi tekstami o prestiżu, AI wypluła (zamiast architektów, oni by przecież tego nie zrobili) projekty będące wypadkową przeciętnej polskiej zdolności kredytowej oraz willi Tugendhatów lub legendarnego domu pani Farnsworth. No i teraz w tych szkleniach wiszą wielkie zasłony, firanki oraz rolety. Warto przy okazji zauważyć, że zupełnie zanikły powszechne kiedyś w oknach wertikale – szczyt szyku sprzed trzech dekad. Całe lata 90. „zajebane wertikalami najgorzej”, trawestując klasyka, odeszły do lamusa. Natura jednak nie znosi próżni: w zamian wertykalne stały się ostatnio okna neomodernistycznych bloków. W zasadzie modernizm stanął dęba. Poziome wstęgi okien! – postulował przecież Le Corbusier, wyliczając pięć podstawowych cech nowej architektury. Ustawimy cię, dziadku, do pionu – mówią mu dziś deweloperzy i przekręcają wstęgi o 90 stopni, robiąc okna na sztorc, a w zasadzie nie okna, tylko portfenetry à la polonaise – kolejny wytwór godny młodej Sztucznej Inteligencji.
Słysząc portfenetr, mamy bowiem przed oczami oskrzydlone okiennicami, podwójne, sięgające podłogi okno pokojów w kamienicach Paryża. Luksus i Prestiż. Za tymi oknami, podpowiada intuicja, jak nic rozpościera się salon wysoki na trzy i pół metra, wielki jak dwie mikrokawalerki. Tymczasem polskie portfenetry to ewidentne dzieło młodej Sztucznej, która znów coś tam zassała z Internetu, pokombinowała i wyszły jej pojedyncze, wąziutkie i wątłe otwory. Rzędy wykrzykników na elewacji. Drzwi z barierką, które czekają, aż ktoś doczepi do nich balkony. Rzędy drzwi więziennych cel.
Za tymi portfenetrami znajdują się zaś głębokie, ciemne i kiszkowate pokoje zasobne w dwoje drzwi na przeciwległych krótszych ścianach. Światło wpada wąską strugą, boki toną w ciemnościach, wstawić sensownie meble to sztuka z cyrku. Lepiej nie wstawiać nic, rzucić na glebę materac oraz bambetle i powiesić firanki. Gumowskiej patent na oszczędność sprawdzi się i tu, choć – niestety – utrudni czynności romantyczne. „Otworzyłam Ci okno na tę moją samotność”, śpiewała Romeowi Jędrusik jako Julietta u Starszych Panów. „Otworzyłam portfenetr na te moje manele”, śpiewałaby dziś z braku normalnych okien i lepszego rymu.
Ilustracja wygenerowana przez AI
Skąd to wszystko? Sztuczna czy nie Sztuczna, podpisy pod projektami złożyli żywi architekci. Co jakiś czas odpytuję ich zatem o nowe formy okien, proszę o uzasadnienia oraz przyczyny i widzę, że nie bardzo wiedzą (kolejny dowód na autorstwo AI).
Rzucam im więc lepsze, gorsze, a nawet dęte koła ratunkowe. Te duże okna w łanowych szeregowcach to, by powiększyć optycznie pokoje? Więcej światła? Duże i do ziemi, bo Polacy już otwarci i transparentni? Bo zadbani, ostrzyknięci i mogą w oknie także wyglądać, a nie tylko przez nie wyglądać (kiepski żart, ale a nuż). Może to rekompensata za brak okien w kuchennych „aneksach” i – co w Polsce mało kogo dziwi, choć powinno być inaczej – łazienkach?
A portfenetry? Inspirowane kształtem smartfonu? Bo ze zwykłymi oknami dom by się nie różnił od bloku z PRL-u? Bo można ukryć się obok portfenetru, żeby nie zobaczył nas sąsiad z bloku 10 metrów obok? Yyy, eee, dukają wtedy architekci: bo tak ładniej, bo tak chce inwestor, bo współczynnik naświetlenia, bo niski bobas może sobie wyglądać przez okno (serio!), bo moda; tak się robi.
Wobec tej elokwencji nie pozostaje nic innego, jak poradzić się Sztucznej. Jest już dorosła, wie wszystko, no i to jej w końcu przypisuję autorstwo projektów.
No to jedziemy. Hej, AI!
Przepraszam. Jak projektowałam, byłam dzieckiem. Uwzględniałam fetysz prestiżu, owczy pęd i bezmyślność. Myślałam, że to jakby luksusowe. Zaprojektować jeszcze raz?