Barok to wyzwolenie. Rozmowa z Aleksandrą Zawistowską
( 14.05.2025 )
Ola otwarcie mówi, że jej aktualny język artystyczny narodził się z osobistego bólu. „Wszystko, co tworzę, wynika z kluczowego momentu w moim życiu. Do tamtego czasu byłam bardziej architektką, projektantką – wszystko racjonalizowałam, szkicowałam. Potem przeżyłam najważniejszy związek w moim życiu, wielką miłość i głębokie połączenie z wyjątkowym człowiekiem. Ta relacja i jej rozpad totalnie przewartościowały moje podejście do twórczości, relacji z sobą, innymi i ze Światem”.
Aleksandra Zawistowska to artystka, która stosuje praktyki dizajnerskie, architektoniczne i rzemieślnicze, by stworzyć rzeźby ze szkła i metalu. W rozmowie opowiada o swojej nadchodzącej wystawie „Chiaroscuro” w galerii Objekt, o zamiłowaniu do estetyki baroku oraz o tym, jak bolesne doświadczenia osobiste kształtują jej sztukę.
Fuzja aluminium i szkła – zderzenie energii i wrażliwości
Przygotowania do wystawy w galerii Objekt są na finiszu. Ola właśnie wraca z Berlina i planuje wyjazd do Czech, by dokończyć prace, które staną się częścią ekspozycji „Chiaroscuro” (wydarzenie trwa do 27 czerwca).
„Wszystkie elementy należy teraz połączyć, wydmuchać ostatnie szklane formy, dokończyć instalacje elektryczne” – mówi artystka, pokazując swoje najnowsze realizacje. Na tę odsłonę jej twórczości składają się funkcjonalne rzeźby, w których splatają się ekstatyczna ekspresja baroku, inspiracje lodowcami i skałami wulkanicznymi oraz głęboko osobiste doświadczenia. Unikalne obiekty powstają we współpracy z doświadczonymi rzemieślnikami, a artystka nadaje każdej pracy ostateczny kształt.
Jej prace łączą odlewane aluminium i brąz ze szkłem. Przypominają wieloelementowe, bogate, barokowe sztukaterie i świeczniki. Początkiem tej artystycznej ścieżki była współpraca z Kubą Szkaradkiem i jego marką Lexavala. „To był pierwszy obiekt. Kuba przygotował aluminiową podstawę, ja przygotowałam szkło i połączyliśmy nasze estetyki”, wspomina. Powstała wtedy lampa przypomina organiczny wytwór natury, scalone bryły lawy wulkanicznej i lodowca.
Od tamtego momentu jej twórczość ewoluowała w kierunku technicznie wymagających form rzeźbiarskich. W ramach konkursu „Kunszt” Fundacji Rodziny Staraków stworzyła kandelabr inspirowany barokowym językiem wizualnym i nieregularną formą perły. „Od tego momentu kontynuuję ten wątek, rozszerzam go o inne kształty, materiały i skale. Po raz pierwszy dodałam brąz do aluminium. Wspólnie z moim zespołem rzemieślników i techników eksplorujemy ten kierunek”.
Wystawa „Chiaroscuro”, Michał Buczkowski-Przeździk, dzięki uprzejmości Objekt Gallery
Barok jako wyzwolenie
„Barok jest dla mnie pewnego rodzaju wyzwoleniem” – przyznaje Ola. „Po studiach architektonicznych, na których wszyscy byli zafascynowani modernizmem i minimalizmem, dotarłam do momentu, kiedy odkryłam, że to właśnie barok porusza mnie bardziej i po prostu lepiej go czuję, estetycznie i konceptualnie. Jest w nim więcej intensywności”.
Artystka zwraca uwagę na to, że barok to bunt przeciwko racjonalistycznym schematom renesansu i sztywnym regułom, to zwrot w stronę dramatyzmu i performatywności. „Sztuka miała nieść ładunek duchowy, nie intelektualny. Artyści eksperymentowali ze sposobami wyrazu, wykraczając poza granice wyznaczone przez ówczesną naukę”.
Ten zwrot ku barokowi w jej twórczości ma także osobiste podłoże. „Pochodzę z Białej Podlaskiej, gdzie nie ma wielu zabytków, galerii sztuki czy muzeów. Ale mój pierwszy kościół parafialny był barokowy, chodziłam tam co tydzień przez kilkanaście lat. Doskonale pamiętam wszystkie rzeźby, freski, medaliony. To piękno ze mną zostało”.
Chiaroscuro – pomiędzy światłem a cieniem
Nadchodząca wystawa nosi tytuł „Chiaroscuro”. To technika malarska operująca kontrastem światła i cienia, którą można podziwiać w pracach Caravaggia, Georges’a de La Tour lub Josego de Ribery. Tytuł znakomicie oddaje charakter prac Zawistowskiej, które balansują między ciężkimi, ciemnymi metalami a świetlistym szkłem, między realizmem materii i metafizycznymi sensami zawartymi w niej.
„To gra wokół tych materiałów”, mówi artystka. „Część galerii będzie oświetlona, część zaciemniona. Bawimy się efektem światłocienia – coś będzie pokazane bardziej od strony ulicy, a coś skryte głębiej”.
Zawistowska podkreśla, że zależy jej na zapewnieniu publiczności całościowego doświadczenia. „Chodzi mi przede wszystkim o wywołanie emocji. To nie musi być zachwyt, może też się nie podobać, ale ma wywołać jakieś reakcje”.
Aleksandra Zawistowska, Chandelier #02, 2025, fot. Sabrina Hadj-Hacene
Trauma, która przekształciła twórczość
Ola otwarcie mówi, że jej aktualny język artystyczny narodził się z osobistego bólu. „Wszystko, co tworzę, wynika z kluczowego momentu w moim życiu. Do tamtego czasu byłam bardziej architektką, projektantką – wszystko racjonalizowałam, szkicowałam. Potem przeżyłam najważniejszy związek w moim życiu, wielką miłość i głębokie połączenie z wyjątkowym człowiekiem. Ta relacja i jej rozpad totalnie przewartościowały moje podejście do twórczości, relacji z sobą, innymi i ze Światem”.
„Po tej osobistej tragedii, miałam w sobie tyle rozpaczy, że nie potrafiłam czytać ani szkicować. Musiałam wejść do huty i pracować fizycznie, podejmować decyzje tu i teraz. To było jedyne miejsce, gdzie zapominałam o stracie”.
Pierwsze projekty „wynikały wyłącznie z emocji, rozedrgania, były związane z żałobą i bólem”. Z czasem artystka zaczęła ponownie kierować się w stronę poszukiwań intelektualnych. „Ta pustka zostanie ze mną, ale przynajmniej jestem już w stanie czytać, słuchać podcastów, moja twórczość ewoluuje, jest w niej więcej swobody. Łatwiej też współpracuje mi się z ludźmi”.
Fascynacje
W pracach Zawistowskiej widać inspiracje naturą – jej aluminiowe odlewy przypominają skały wulkaniczne, lodowce czy formacje geologiczne. „To są dwa światy złączone w całość”, tłumaczy. „Jeden z nich to moje przeżycia i ekspresja emocji, a drugi wyraża akademickie aspekty moich zainteresowań – wątki geopolityczne, historyczne, architektoniczne”.
„Cały życie jestem ciekawa świata”, dodaje Zawistowska. „Chcę się uczyć dzięki przeprowadzkom, podróżom, lekturom, naukom języków i wizytom w muzeach i operze. Staram się zrozumieć procesy, które stoją za tym, te fizyczne i te bardziej duchowe”.
Gdy pytam, w jaki sposób przekuwa te doświadczenia w myślenie o sztuce, artystka podaje kilka przykładów. „Moje obiekty spełniają konkretne funkcje, ale działają też jako formy, tak jak Baldachim we wnętrzu Bazyliki św. Piotra autorstwa Berniniego, który zaciera granicę między rzeźbą a architekturą. Kiedy myślę z kolei o malarstwie barokowym, bardzo naturalistycznym, nie mogę oprzeć się porównaniu jego estetyki z procesami zachodzącymi w hucie – brudem, potem, ekspresyjną mimiką, dynamicznymi gestami i złożonością kompozycji, w której uczestniczy wielu aktorów. Natomiast freski XVII wieku, które zdobią sklepienia budynków i zachwycają złudzeniami optycznymi, nie istniałyby, gdyby nie wcześniejsza rewolucja naukowa i wykreślenie perspektywy linearnej przez Brunelleschiego. Dokonał tego przy użyciu lustra, czyli właśnie szkła. Te paralele – baroku i mojej twórczości – są widoczne w formie, i ukryte w procesie”.
Aleksandra Zawistowska, 79°88'57"N 16°04'67"E: 01, 2024. Fot. Aleksandra Zawistowska
Logistyczne wyzwanie
Tworzenie posągowych obiektów z aluminium, brązu i szkła to złożony proces wymagający koordynacji działań wielu osób. Ola współpracuje z hutami w Krakowie, Berlinie i Czechach.
„To historia o tym, jak przekuć szkołę artystyczną w sposób na życie" – wyjaśnia. „Zajęło mi to dobre trzy lata: stworzenie wzorców postępowania i znalezienie miejsc i ludzi, z którymi chcę pracować."
Proces tworzenia kandelabrów zaczyna się od wykonania modelu z pianki. „Ten model musi już mieć swoją konstrukcję, przez którą będą przepuszczone kable elektryczne”, tłumaczy artystka. Gotowe trafiają do odlewni metalu w Opolu, gdzie powstają aluminiowe i brązowe elementy.
„W momencie, kiedy formy są już odlane, przyjeżdżam i zastanawiamy się, jak je obrobić i jak dopracować elementy konstrukcyjne. Czy dolać inny rodzaj metalu, czy wypiaskować, wypolerować, gdzie uciąć, czy coś dospawać. Spędzam czas w odlewni z ludźmi, którzy są specjalistami w obróbce metalu”.
Następnie konstrukcje trafiają do huty szkła w Czeskiej Bohemii. „Wydmuchujemy na nie szkło, rzeźbiąc i dopasowując kształt tak, aby łączył się z instalacją elektryczną, żeby działał, a przy tym tworzył harmonijną formę. Moje szkło jest bardzo ciężkie, skomplikowane, wielowarstwowe, jest w nim dużo napięć. Muszę mieć cały zespół zaufanych hutników, którzy są w stanie z jego ciężarem i złożonością sobie poradzić fizycznie, i jednocześnie dopuścić mnie do procesu rzeźbienia”.
Do każdego kandelabru powstaje po kilka wersji szklanych elementów, ponieważ w trakcie rozprężania (stygnięcia) szkło może pęknąć. „Szkło ma strukturę plazmiczną, czyli jest ciałem stałym, ale jego cząstki w środku cały czas się ruszają. Gdy geometria jest tak skomplikowana jak w przypadku moich prac, każdy obiekt to próba wytrzymałości materiału”,
Ostatnim etapem jest instalacja elektryczna, którą wykonuje specjalistyczny zakład przy hucie w Czechach. „Omawiamy sposób podłączenia instalacji, jakie mają być źródła światła, jego temperatura, czy zasilaniem powinien być kabel, podłączenie do sieci, czy bateria. Pod warstwą wizualną kryje się ogrom logistyki, wiedzy i doświadczenia technicznego zespołów, z którymi pracuję”.
Zmiana punktu odniesienia
Zawistowska zauważa, że wyprowadzka z kraju otworzyła nowe możliwości. „Kiedy mieszkasz za granicą i jesteś ekspatką, ciągle spotykasz nowych ludzi z całego świata. W homogenicznej Polsce trudno o podobne doświadczenia”.
Artystka nie zatrzymuje się w miejscu i już planuje nowe kierunki poszukiwań. „Wątek baroku będzie kontynuowany, ale myślę, że on jest tylko częścią szerszej opowieści o Świecie, który jest bardziej holistyczny, połączony, w którym krzyżują się nauka i wierzenia. Mam też pomysły na włączenie innych materiałów i nowych technik”.
Chandelier #00, 2023, realizacja finałowa programu “Kunszt. Więcej Światła” Fundacji Rodziny Staraków. Fot. Antonina Scipio del Campo
„Byłam na Kole Podbiegunowym, gdzie zainteresowały mnie opowieści o nomadycznych plemionach Arktyki. Dominuje u nich animizm i szamanizm, wierzą w magię zwierząt, kamieni i lodowców. Wydaje mi się, że te płaszczyzny, których zazwyczaj nie dostrzegamy, są bardzo istotne”.
Dla Zawistowskiej sztuka to podróż, która wciąż trwa: „Barok jest w tym momencie moim punktem kulminacyjnym, ale będę się przemieszczać po świecie, odkrywać nowe idee i historie, fakty ze świata nauk ścisłych jak i opowieści, które są poza kanonem – zbierać wszystkie przemyślenia i doświadczenia”. Artystka dodaje, że dopiero w tych przestrzeniach między wiedzą a doświadczeniem kryje się prawdziwe, nieokiełznane poznanie.