Trzeba się jasno określić. Hańba! Hioba Dylana
( 25.02.2026 )
Gdy ICE strzela na ulicach, a lodów Grenlandii dla siebie (i pingwinów) chce amerykański silnoręki, antyfaszystowskie piosenki Hańby! Hioba Dylana rodem z początku zeszłego wieku zaczynają brzmieć niepokojąco aktualnie.
O tym, że Hańba! śpiewa o przeszłości i komentuje teraźniejszość, mówi się przynajmniej od dojścia PIS-u do władzy ponad dekadę temu. A więc co nowego? W tym roku zaangażowana folkowa kapela powraca we wzmocnionym składzie, czyli w supergrupie Hańba! Hioba Dylana. EP-ka „Za kim idziesz” to kompozycja autorskich piosenek oraz kilku adaptacji tekstów, przeważnie dawnych, płonących klasowym gniewem – ballad, pieśni robotniczych i poezji. Wszystko to w apaszowsko-latynoskich aranżach.
Czwórka z (sanacyjnego) podwórka
Po pierwsze: Hańba! Czterech typów z Krakowa, którzy nosili kaszkiety, kamizelki i szelki na na długo, nim zaczęła się moda na „Peaky Blinders”. Obecnie tworzą muzykę w składzie bandżysta i wokalista Andrzej Zamenhof (Andrzej Zagajewski), klarnecista i saksofonista Tadeusz Król (Wojciech Wędzicha), perkusista Antoni Skwarło (Sebastian Kaszyca) oraz, last but not least, Ignacy Woland (Jakub Lewicki), który udowadnia, że instrumenty takie jak suzafon czy sakshorn tenorowy istnieją naprawdę. Kapela zaczęła grać w 2013 roku, a do 2024 była „fikcyjną muzyczną opowieścią, której bohaterowie piętnowali zło otaczającego ich świata lat 30. i 40.: nienawiść, autorytaryzm, nierówności społeczne, militaryzm czy antysemityzm”. W tym czasie wydali osiem krążków, adaptując teksty Brzechwy, Tuwima, Hollendera, Szymańskiego i… piszącego o alternatywnej historii Ziemowita Szczerka. Za album „1939” z 2019 muzycy dostali Fryderyka w kategorii „Muzyka Świata”. Rok 2024 przyniósł woltę – zespół miał zrezygnować z kurczowego przywiązania do przedwojennego (i wojennego) anturażu, sztywnych ram konwencji, i otworzyć się na nowe. Tym nowym był festiwal Warszawska Jesień, na którym zagrali 10 piosenek współczesnego poety Grzegorza Uzdańskiego. Nowym jest też Hiob Dylan. Poznali się 22 kwietnia 2022 roku w Hydrozagadce. Po trzech latach mieli gotowy materiał.
Hańba, fot. Karol Grygoruk
Wilk z Polski B
Zamaskowany bard z bandżem w łapach przez lata ukrywał swój wizerunek i prawdziwe nazwisko pod maską wilka, w której występował na scenie. Jego tożsamość pozostaje tajemnicą poliszynela – a to właśnie tajemnice budują najciekawsze legendy. W porównaniu z Hańbą! Dorobek Hioba jest o wiele skromniejszy: album „Muzyka Krajowa” z 2019 i EP „Howdy” z 2021, kilka śmiesznych pioseneczek na YouTube’ie i licealny Funwerk Erfurt na MySpace. Jego wpływ na całą Polskę B pozostaje jednak trudny do przecenienia. Hiob Dylan, autor przebojów takich jak „Nabita lufa”, „Testament króla kibiców” czy „Polska B” doskonale wpisał się w modny zwrot ku peryferiom, a przy tym miał polskiej muzyce do zaoferowania coś bardzo świeżego – prekarne country z błyskotliwymi wersami, o rapowym potencjale storytellingowym. Jak stwierdził sam Hiob Dylan w Afro Godzinie, zdjętej już z anteny Trójki audycji Afrojaxa – tylko country i rap opowiadają dzisiaj jakieś historie (co na to Hańba!?). Może dlatego też tak często się mieszają, jak w przypadku Bubby Sparksa, Jelly’ego Rolla, Nelly’ego, a u nas – np. ekipy Ćpaj Stajl (Młody synek) albo, choć to bardzo powierzchowne, Bedoesa, który w „Choć nie widać na zewnątrz” nuci, że „siedzi na ranczo i głaszcze konia”.
Projekty Hioba Dylana i Hańby! mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze – ich profile polityczne są wyraźnie określone. W twórczości Hańby! lewicowość jest deklarowana choćby przez wybór materiału literackiego – robotniczego, socjalistycznego, otwarcie antyfaszystowskiego. U Hioba przejawia się zwłaszcza w wolnej od ludomanii fascynacji marginesem społecznym, outsiderami, nędzą ekonomiczną i nędzą żywota ogółem. Po drugie – muzyków łączy rzecz jasna zamiłowanie do bardzo szeroko pojmowanego folku. Po trzecie – wszyscy oni mają sentyment do białych podkoszulków.
Zwiedzać prowincję, jebać policję
„Hiobu, a czy to prawda / Że nie ma tu imprezy/ Bez koksu i kryształu? Aż nie chce mi się wierzyć” – powątpiewa Zamenhof w pierwszych wersach singla „Alma Mater”. Na wstępie zostaje nam więc posypane, żebyśmy mogli dalej wsłuchiwać się w ironiczne przekomarzanki wokalisty Hańby! i Hioba. Są w więc tym numerze dwa wilki wychowane przez wilczycę-prowincję, które stają do boju. Hańba! ponadto to zespół, który „Bierze hajs od Niemca /i wyjeżdża na Zachód”. Grają folk, więc to Folksdeutsche. Muzycy przekonują nas, że mają do siebie dystans, a tym samym skracają również dystans, który dzieli ich od słuchaczy.
Zaczyna się skocznie i wesoło, prędko uderzamy jednak w grobowe i klasowe tony, bo oto bandżo zapowiada nam „Pana bogatego”. Utwór to zgrabna parafraza wiersza Marii Konopnickiej, „A jak poszedł król na wojnę”, w której poeta dociera do sedna nierówności społecznych, zestawiając pełen patosu pogrzeb bogacza ze skromnym pochówkiem wymiętego robotnika. Tekst bazujący na prostych, lecz skutecznych obrazkach zaliczył kilka obrotów po internetowej „cytatosferze”, wzruszając czytelników zebranych choćby na fanpage’ach „Cytaty bliskie sercu” oraz duszeczysccowe.pl. A to samo w sobie świadczy o sile oddziaływania tekstu twórcy, który uchodzi za anonimowego, choć anonimowym wcale nie jest, ponieważ jest nim doskonale znany w środowisku artystycznym Marceli Szpak.
Pozycja numer trzy to przebojowy singiel „Cumbia Zosia”, oparty na tradycyjnej amerykańskiej pieśni „Little Sadie”, po którą sięgał m.in. Johnny Cash w utworze „Cocaine Blues”. Adaptacja przenosi nas do świętokrzyskiego, co dodaje historii tragizmu, który wiąże się przede wszystkim ze śmiercią nieodżałowanej małej Zosi. Żeby było jeszcze ciekawiej – „Cumbia Zosia”, jak sama nazwa wskazuje, została zaaranżowana w stylu południowoamerykańskiej cumbii wzbogaconej o niuanse folk-punkowe. „Cumbia Zosia” to chyba największy przebój tego wydawnictwa, niesiony przez akordeon i potężny dęciak. W pakiecie jest też artystyczny teledysk ze skarbem polskiej prowincji, Audi A4, inkarnacją dzikiego mustanga.
Dwa kolejne kawałki to solówki Hioba przearanżowane przez Hańbę!. Pierwsza z nich, „Hau hau”, jest duchowym spadkobiercą „Nienawiści” Hemp Gru, kolejny ważkim tekstem kultury z kategorii ACAB. To nie tylko antysystemowy utwór o przemocy ludzi w mundurach, z bardzo chłodnym statementem („Hau hau hau, nie pozdrawiam dzisiaj pał / Pluję na ich grób, nie są godni miana psów”) lecz także numer wpisujący się w uliczny nurt w twórczości Hioba – reprezentowany przez numery takie jak „Pozdrowienia do więzienia” czy „Testament króla kibiców”. Muzyk grał go już w 2021 roku, na kontrmanifestacji i antyfaszystowskim streetparty „Za Wolność Waszą i Naszą". Warto dodać, że numer jest wzbogacony cytatem muzycznym z czołówki programu 997 („ten numer to kłopoty”, jak przekonywał Peja) w wykonaniu Wojciecha Wędzicha. Muzycy po czasie odkryli, że melodia pochodzi z utworu „Cronos” jazz-rockowej kapeli Chase, którą gorąco polecają.
Hiob Dylan, fot Roman Czajniorzewski
Już nie ma centrystów!
Dalej wchodzimy już na terytorium Hańby!. Tytułowe „Za kim idziesz” to niezwykle rytmiczny, pulsujący jak u Bregovica remiks piosenki amerykańskich socjalistów z roku 1931, „Which Side Are You On?” autorstwa Florence Reece, jeden z najmocniejszych momentów na płycie. Track świetnie wpisuje się w popularne dziś nastroje polaryzacji i radykalizacji: „Mówią, że w tej sprawie / Już nie ma centrystów / A jak nie idziesz z nami / to jesteś faszystą”.
Hiob chciał zrobić użytek ze starej melodii, ostatecznie jednak zespół poszedł w stronę bardziej punkowej ekspresji, co numerowi wyszło na dobre. A nawet punkowo-jazzowej, bo to wyrazisty saksofon buduje klimat piosenki. „Rassenschande” wprowadza zupełnie inny nastrój – to interpretacja muzyczna wiersza Tadeusza Hollendera, „Doniesienie o Rassenschande. Tematyka opowieści o Żydówce, hitlerowcach, „zhańbieniu rasy” i ONR jest typowa dla tego składu. Także i w tym przypadku wypada przywołać frazes o aktualności tekstów podejmowanych przez chłopaków – kiedy mogło się wydawać, że o antysemityzmie powiedziano już wszystko, temat powraca u nich ze zdwojoną mocą. Wystarczy rozejrzeć się w sieci, jak słuszna nienawiść względem potworów rządzących Izraelem aktywuje w mózgach Polaków receptory antyżydowskie. A tu proszę – muzyka ewidentnie żydowska, na której Hiob (Job) Dylan, odnajduje się niczym Belmondo w BakoL MiKoL kol. Musi boleć.
Piosenka o germańskiej dziewczynie, zwieńczenie albumu, jest interpretacją wiersza Edward Szymańskiego, lewicowego poety zabitego w Auschwitz. Nie przepadam za tym utworem, mimo ciekawej treści i latynoskiej aranżacji – Ignacy Woland zwracał uwagę, że muzyka jest w tym przypadku również aluzją do powojennych wojaży nazistów do Ameryki Południowej. Maniera wokalna Andrzej Zamenhofa sprawia, że utwór brzmi jak Happysad albo Strachy na Lachy w wersji dla Antify. Tak przynajmniej stwierdziła moja partnerka, kiedy założyła słuchawki.
Hiob Dylan, fot. Damian Dragański
Politikon zoon (ziom!)
Projekt Hańba! Hioba Dylana to udana współpraca na mocy folkowego paktu. Hańba! chciała nagrać najluźniejszy materiał w karierze. Wyszło jak wyszło, ponieważ połowę albumu zajmują piosenki „interwencyjne”. Efekt ponoć zaskoczył samych muzyków, w co niełatwo uwierzyć, bo zaangażowane numery są przecież wizytówką kapeli.
Hiob wprowadza sporo cennej ironii i luzu, a także melodyjności – jego udział w projekcie sprawia, że materiał jest przystępniejszy dla osób spoza punk-folkowej bańki. Twórczość Hańby! to przecież muzyka trafiająca przede wszystkim do hardkorowych fanów agresywnych dęciaków i akordeonów, a te, jak wiemy, mogą poważnie wymęczyć wszystkich pozostałych. Za sprawą Hioba album przekona szersze grono słuchaczy, choćby świętokrzyskich prekariuszy i kowbojów.
Podsumowując: na EP-ce folk-punk spotyka się polskim country, centrum wraca na prowincję, a człowiek, gdziekolwiek by nie był – na dzikim Zachodzie, w Ostrowcu Świętokrzyskim czy Generalnej Gubernii – okazuje się zwierzęciem politycznym.
Na koniec kilka ciepłych słów o wydaniu albumu – nadruk na labelowej stronie płyty przedstawiający serwetkę z ludowym wzorem, świetne zdjęcia artystów w różnych, nie tylko ludowych, przebraniach, których na próżno szukać na ich mediach społecznościowy. Miły bonus. Jeśli do słuchania albumu nie przekona Woland w sutannie czy Król w mundurze górniczym, z pewnością zrobi to buchający erotyzmem Hiob w czarnej sukience. Do kompaktu dołączona jest książeczka z tekstami i creditsami, a to wbrew pozorom nie jest oczywistość. 20 lutego rozpoczęła się trasa muzyków, podczas której zjeżdża Polskę A i zawitają do Polski B. Zagrają w Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Toruniu, Opolu, Łodzi, Katowicach, Białymstoku, Warszawie i Krakowie. Hiobowi, które podobie jak Hańba! zagra też swoje solowe numery, na scenie towarzyszyć będą – na smyczkach, Dominika „Kika” Dudek, a na strunach – Paweł „Polish Pedro Pascal” Wochna.
Hiob Dylan, fot. Damian Dragański
Autorem zdjęć jest Aleksander Hordziej, konceptu okładki – Estera Gałuszka i Mateusz Świderski, oprawy graficznej – Marcin „Malicki” Buk.