Reklama

Lupin: od pulpy z dworcowego kiosku po relikt starych dobrych czasów

Michał R. Wiśniewski
film
recenzja
8.05.2024
9 min. czytania

„Arsene Lupin” narodził się w 1905 roku, wystąpił w siedemnastu powieściach i kilkudziesięciu nowelkach, które zostały zaadaptowane na potrzeby kina i telewizji. Kilkukrotnie krzyżował swoje drogi z Sherlockiem Holmesem, zgodnie z logiką, że Godzilla musi spotkać się z King Kongiem.

„Arsene Lupin” Maurice’a Leblanca to pulpa z dworcowego kiosku, awantura, w której śledzimy „złodzieja dżentelmena”, szlachetnego łobuza; cała radość bierze się z jego sprawczości – przybył, przechytrzył, już wszyscy myśleli, że go złapali, ale abrakadabra, mistrz przebrań wszystkich zmylił, oszukał, zniknął niczym fantom. Nie był pierwszy, nie był ostatni; maski i przebrania to wciąż podstawowe narzędzie Ethana Hunta z „Mission Imposible”, agenta działającego ponad i poza prawem; jak się zdejmie te wszystkie twarze, na samym końcu zostaje Tom Cruise, którego coś pcha ku cyrkowym sztuczkom; biega jak szalony, skacze jak wariat, okłada po gębie – żywa kreskówka, czysty slapstick, gdyby nie to, że jest zupełnie na serio, aż dziwne, że ludzie się wciąż na to nabierają.

W cieniu

 „Arsene Lupin” narodził się w 1905 roku, wystąpił w siedemnastu powieściach i kilkudziesięciu nowelkach, które zostały zaadaptowane na potrzeby kina i telewizji. Kilkukrotnie krzyżował swoje drogi z Sherlockiem Holmesem (dla zmylenia prawników występującym jako Herlock Sholmes), zgodnie z logiką, że Godzilla musi spotkać się z King Kongiem. „Myślę, że bym cię pokonał” vs. „w ogóle o tobie nie myślę”, jak w memie z serialu „Mad Men”. W monografii „Powieść kryminalna. Wszystko o…” Jerzego Siewierskiego (KAW, Warszawa 1979) można przeczytać o tym, że bułgarski twórca powieści sensacyjnych, Andrej Guliaszki „zmierzył swojego bohatera – wywiadowcę Abakumowa – z angielskim superszpiegiem, Jamesem Bondem”. Lupin pozostaje więc w cieniu Holmesa; nawet „lupinologia”, czyli badanie twórczości Leblanca, wydaje się kiepską powtórką z „holmesologii”. 

Czytaj też: Pierwszy film MTV, który okazał się niezamierzonym klasykiem.

Lupin III

Holmes doczekał się wersji zmodernizowanych, w których został przeniesiony do współczesnego Londynu (miniserial BBC) czy Ameryki („Elementary”). Lupin musiał zaś narodzić się na nowo – jako wnuk, Lupin III, w serii japońskich komiksów i animacji – i jako duch literacki, inspiracja płynąca wprost z kart powieści i odradzająca się w dzisiejszym Paryżu. Assane Diop (Omar Sy) nie jest Arsenem Lupinem, ale kroczy jego drogą. Dzięki temu netflixowy serial pokazuje twarz Francji różną od rasistowskich pocztówek produkowanych dla amerykańskich turystów, a jednocześnie unika bezsensownej dyskusji o kolor skóry fikcyjnej postaci. 

W czasach, w których już nie ma dżentelmenów, złodziej i dżentelmen szuka sprawiedliwości i obnaża grzeszki Republiki. Oczywiście robi to, mieszcząc się w marginesie dopuszczalnych rozliczeń – zamiast systemu łatwiej oskarżyć jednostki. Z większą szczerością cynizm i obsceniczność francuskiego kolonializmu pokazał komediowy serial szpiegowski „Bardzo tajne służby” („Au Service de la France”) z 2015. Ale oprócz wątków rasowych jest też wątek klasowy; dostajemy Lupina, który doskonale odpowiedział na marzenia o rozliczeniu tłustych kotów. Bohater z blokowiska wielbi prozę, która inspiruje go do zostania złodziejem. O ile to fajniejsze niż próba uszlachetnienia blokersa z brytyjskiej serii „Kingsman”, fantazji o tym, że można awansować klasowo, jeśli tylko będzie się doskonale imitowało klasy wyższe. Tyle z przypraw współczesnych, bo nadal główną frajdą jest oglądanie sprawnego fachowca, który wszystko ukartował, przewidział, przechytrzył!

Mad in Japan

Lupina Leblanca współcześnie odnajdziemy w Japonii – opowiadanie „813” doczekało się telewizyjnej animowanej adaptacji w 1979. Wzorowany na nim jest jungowski fantom Arsene, jeden z tytułowych bohaterów z serii gier „Persona”; pojawia się też – jako czarownica z innego wymiaru (proszę uwierzyć, że ma to sens w kontekście) – w grze „Bayonetta 3”. Ta ostatnia inspiracja jest zresztą wielowarstwowa, bo sięga do pierwowzoru, ale odwołuje się też do mangi i wspomnianego już anime „Lupin III”.

Jest to rzecz bezczelna, uzurpująca sobie po prostu przynależność do francuskiego klanu. W duchu dżentelmeńskiego złodziejstwa Kazuhiko Kato (1936-2019), używający pseudonimu Monkey Punch, wymyślił sobie mieszkającego w Japonii wnuka słynnego włamywacza. Styl rysowanej od 1967 roku mangi był bardzo żywy, pełen ruchu i kulfoniastych postaci. Nic dziwnego – wśród swoich inspiracji Monkey Punch wymieniał między innymi kreskówki o marynarzu Popeye’u czy karykatury Morta Druckera z magazynu „MAD”. 

Inspirowana Zachodem była również warstwa fabularna – obok oczywistego nawiązania do powieści Leblanca wzorem dla Lupina Trzeciego był James Bond. Współdzielili zamiłowanie do wystawnego życia, pięknych kobiet i pistoletów Walther. W swoim eseju Siewierski analizuje przyczyny sukcesu Bonda; otóż popularność wynika z połączenia powieści szpiegowskiej, fantastycznej i podróżniczej; ważny jest zwłaszcza ten ostatni element, pozwalający czytelnikowi zwiedzać. Dzięki powieści „Diamonds are Forever”, w której „(…) wypadnie Bondowi odwiedzić Las Vegas, Fleming nie poszczędzi miejsca na dokładny opis jaskiń gry tej światowej stolicy hazardu, trudno dostępnej nawet dla zamożnego Europejczyka”.

To ciekawe, bo w podobny sposób Lupina III charakteryzuje Hayao Miyazaki. Słynny reżyser (w tym  roku odebrał Oscara za „Chłopca i czaplę”) karierę zaczynał w telewizji; pracował między innymi nad adaptacją mangi Monkey Puncha. W eseju z 1980 roku tłumaczył, że „Lupin był stworzeniem swoich  czasów”. Japonia wychodziła z powojennej biedy, odkrywając radość zarówno konsumpcji, jak i kontestacji tej konsumpcji. Komiksowy Lupin III był bogaty (dzięki dziadkowi!), miał drogie zegarki, klasyczny model mercedesa SSK, a złodziejstwem zajmował się dla sportu. Był spełnieniem marzeń dla ludzi, którzy chcieli odwiedzić Las Vegas. Wersja Miyazakiego była inna – pozbawił bohatera  fortuny i zapakował go do fiata 500, „samochodu uboższych Włochów”. Mały, ale wariat; Miyazaki nawiązał do popularnych wówczas w Japonii wyścigów małych samochodów, pierdzących spalinami suzuki 360 i mazdy caroli. Wersje Lupina III z anime i mangi są zupełnie różne, ale równie interesujące. 

Lupin III

Zamek Cagliostro

„Trudno scharakteryzować Bonda od strony psychicznej (…) James Bond to po prostu sprawnie działająca maszyna do unicestwiania wrogów Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, to swoisty, przebrany w ludzką skórę komputer, zaprogramowany jednostronnie i służący do rozwiązywania ściśle określonych zadań. Kogóż może obchodzić, co i jak przeżywa komputer?” – tak literackiego Bonda podsumował Siewierski, jakby antycypując romantyczny i „ludzki” zwrot w erze Daniela Craiga. W bondowskim kanonie wyróżniał się zawsze odcinek „W służbie jej królewskiej mości”, w którym jednorazowego Bonda zagrał George Lazenby o ciekawej urodzie – miast bronić korony, James postanawia się ożenić. 

Zrozumienie tego odejścia od formuły pozwala zrozumieć, czym dla serii o „Lupinie III” jest pełnometrażowy „Zamek Cagliostro”, który odwiedził Polskę w odświeżonej wersji. To wspaniała slapstickowa przygodówka; zaczyna się od obrobienia kasyna w Monte Carlo i szaleńczego pościgu. Kiedy okazuje się, że zrabowana gotówka to falsyfikaty, Lupin III postanawia udać się tam, gdzie są produkowane – do skrywającego wiele tajemnic ksiąstewka Cagliostro. 

Miyazaki tłumaczył, że zmieniły się czasy, a rzeczywistość przegoniła komiksową fikcję („ludzie, którzy śnili o Las Vegas, są teraz przypominającymi yakuzę członkami partii Liberalno Demokratycznej”). Co może ukraść złodziej, którego przerósł prawdziwy świat? „Chyba tylko serce młodej dziewczyny” (co ciekawe, złodziejami serc są bohaterowie gry „Persona 5”). Ową dziewczyną jest Clarissa, uciekająca panna młoda; poznajemy ją, jak pędzi citroenem 2CV (taki sam miał Miyazaki), ścigana przez bandytów. Zamek, księżniczka, zły książę Cagliostro i szlachetny złodziej – przygodowa baśń na nowe czasy, pełna wigoru klasyczna animacja, która zainspirowała całe pokolenie twórców.

Monkey Punch, autor Lupina III

Mamoru Oshii, reżyser („Ghost in the Shell”) i kolega Miyazakiego, uważa przygodowe dzieła mistrza za jego najlepsze dokonania i kręci nosem za każdym razem, gdy Miyazaki kręci co innego. Oshii miał własny pomysł na kolejny film o Lupinie: złodziej, który ukradł już wszystko, miał ukraść samą rzeczywistość, a potem zorientować się, że jest tylko fikcyjną postacią! Projekt nie został zrealizowany, ale jego elementy (rzecz miała się dziać w wielkiej wieży w środku Tokyo, z której Lupin III chciał skraść szczątki anioła) można znaleźć w eksperymentalnym „Angel’s Egg” i cyberpunkowym „Patlaborze”. Sięgnął po nie też sam Miyazaki, kręcąc teledysk „On Your Mark”.

Poza ojczyzną „Lupin III” popularnością cieszy się we Włoszech i Francji; powstały nawet dwie nowożytne serie anime, które toczą się w tych krajach. Chociaż Monkey Punch zmarł pięć lat temu, to Lupin III ma się dobrze; jest teraz reliktem starych dobrych czasów; mierzy się z wyzwaniami współczesności (na przykład z dominacją korporacji cyfrowych) i własną nieśmiertelnością. Wybór komiksów Monkey Puncha został zebrany w dwóch antologiach (dostępnych między innymi po angielsku i niemiecku); to kawał historii komiksu i zupełnie inne spojrzenie na mangę. Powrotem do klasyki jest utrzymana w klimacie retro seria „Lupin Zero” (dostępna w serwisie Crunchyroll), która pokazuje szkolne czasy złodzieja; występuje w nim także jego ojciec, Lupin II, oraz dziadek, przedstawiony jako starzec-hedonista, lubieżny i zupełnie pozbawiony moralności bogacz. Zakładam, że nie spodobało by się to Maurice’owi Leblancowi, ale cóż – Lupina skradziono mu z klasą!

Lupin III